poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 22

Wieczorem Laura pałętała się po domu, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Kiedy zasiadła przed telewizorem, okazało się, że są same nudy. Poszła więc po swojego laptopa i zaczęła patrzeć, czy jest coś nowego. I nic. Zamknęła więc laptopa i poszła do swojego pokoju, rzucając się na łóżko. Jęknęła załamana i rzuciła poduszką.
– Ej, że jesteś zdenerwowana, to nie znaczy, że masz się wyżywać na biednej poduszce – Usłyszała głos, więc szybko się poderwała i spojrzała w tamtym kierunku.
– Czy Ty chociaż RAZ możesz wejść po ludzku, przez drzwi? – Zapytała poirytowana brunetka, odbierając od chłopaka poduszkę i kładąc ją z powrotem na łóżko.
– Nie, bo lubię patrzeć jak się denerwujesz – Wyszczerzył zęby, na co dziewczyna skwitowała to uśmiechem.
– Ale Ty mnie wcale nie denerwujesz. Po prostu myślałam, że normalny człowiek wchodzi przez drzwi, a nie jak małpa przez okno, ale widocznie się pomyliłam – Założyła ręce i lekko przekręciła głowę.
– No dzięki, miła jesteś – Powiedział sarkastycznie i oparł się o tarasowe drzwi, oczywiście były otwarte i zaliczył glebę na tarasie.
Laura wybuchnęła śmiechem. Oparła się o biurko i zaczęła głębiej oddychać, aby ból brzucha ustał.
– Już, skończyłaś? – Zapytał oburzony Ross, po czym podniósł się z zimnej podłogi. Brunetka natomiast wyszczerzyła się, ciągle mając w głowie ten upadek i minę blondyna. – To było zamierzone. – Powiedział.
– Tsa, jasne... – Jak oni lubią ciągle mówić do siebie z sarkazmem, nieprawdaż? – Powiem Ci tylko jedno - człowieku, rozwalasz mnie.
– To jak mam Cię z powrotem poskładać? – Spytał i podszedł bliżej.
– Kup super glue – Brunetka zaczęła się śmiać jak opętana, po tym co powiedziała, choć to wcale nie rozbawiło Ross'a.
Kiedy zobaczyła, że blondyn wcale się nie śmieje, uspokoiła się. Patrzyli na siebie w milczeniu. A tą ciszę zakłóciło pukanie do drzwi. Laura się otrząsnęła i podeszła do drzwi.
– Nie wyganiasz mnie? – Zapytał zdziwiony brązowooki.
– Nie. Dlaczego? Chyba mogę się z Tobą spotykać, prawda? Jesteśmy przyjaciółmi – Odparła i otworzyła drzwi. W nich stała rudowłosa.
– Hej Lau... I hej Ross – Przywitała się i weszła do środka, zaproszona przez brunetkę.
– Co Cię do mnie sprowadza Monik? – Zapytała Laura i usiadła na łóżku.
– No właśnie... Słyszałam, że wybierasz się za parę dni do Miami – Uśmiechnęła się, nie zwracając już uwagi na blondyna, który był zaskoczony tym co powiedziała.
– No tak, z Vanessą na miesiąc, a co? – Brunetka nie rozumiała, po co rudowłosa o to pyta.
– A tak się tylko pytam. Fajnie masz – Stwierdziła po chwili Monik.
– W zasadzie to mi się tam wcale nie chce jechać, ale skoro Van za małą sumę znalazła takie coś, to mam zamiar skorzystać – Położyła się na poduszce wpatrując się to w Rossa, to w rudowłosą.
Zapanowała cisza, która była trochę niezręczna dla każdego. Laura siedziała przygryzając dolną wargę. Monik stała i krzyżowała nogi, rozglądając się po pokoju. A Ross wpatrywał się w brunetkę.
– Dlaczego mi nie powiedziałaś? – Zapytał nagle blondyn, nie chowając niezadowolenia.
– To ja was zostawię... – Powiedziała cicho rudowłosa i wyszła z pomieszczenia.
Laura wstała i spojrzała zdziwiona na chłopaka.
– Wiesz, jakoś nie miałam okazji – Odparła przygryzając dolną wargę.
– Aha – Mruknął zły – Czyli kiedy miałaś mi zamiar powiedzieć, że wyjeżdżasz na drugi koniec kraju? W ostatni dzień?
Brunetkę zdziwiło jego oburzenie.
– Nie. Powiedziałabym Ci, ale w odpowiednim czasie – Powiedziała takim samym tonem – Poza tym, to tylko miesiąc.
– Tylko miesiąc?
– No, tak. Tylko miesiąc. Nie rozumiem, dlaczego się złościsz.
– Bo kiedy Cię odzyskałem, znowu Cie stracę – Głos mu się załamał – Gówno mnie obchodzi, że to miesiąc. Ciebie znowu przy mnie nie będzie.
– Ale Ross...
– Co, Ross? Zawsze są jakieś "ale". Musisz jechać do tego durnego Miami?
Popatrzała na niego bez słowa. Zdawało jej się, że chłopak jakoś nie specjalnie się z tego ucieszył. Wpatrywała się w niego przez chwilę, aż w końcu spuściła głowę.
– Wybacz mi, ale muszę odpocząć od tego wszystkiego. Za dużo wydarzyło się w ostatnim czasie. Chcę choć na chwilę nie myśleć o tym co jest tutaj, tylko po prostu odpocząć – Spojrzała na niego, aby zobaczyć jaki ma wyraz twarzy.
Jakoś niespecjalnie był zadowolony tym, co powiedziała.
– A może chociaż raz pomyślisz o kimś innym? – Wymsknęło mu się.
Po chwili pożałował tego co powiedział. Za to Laurze odebrało mowę. Jakby własnie dostała prawdą w twarz.
– Czy ty sugerujesz, że ja myślę tylko o sobie?! – Warknęła oburzona.
– Tak, tak własnie sugeruję! – Blondyn usłyszał swoje słowa.
Sam nie wie dlaczego to powiedział, ale wydawało mu się, że to nie on mówi, lecz ktoś inny.
– A mi się własnie wydaje, że to Ty myślisz tylko o sobie! – Podeszła do niego bliżej – Cały czas chcesz, żeby było po Twojej myśli! Nie liczysz się ze zdaniem innych! Może ja chcę wyjechać! Gówno Cię to obchodzi! Pomyśl o mnie, jak ja się czuje po tym wszystkim, co mi zrobiłeś! Jakie akcje miały miejsce kilka dni temu! I to wszystko przez Ciebie! Bo dopóki nie było Ciebie w moim życiu, było wszystko w porządku! Po jaką cholerę zacząłeś za mną łazić w ogóle?! – W brunetce aż się gotowało.
Ross zaś patrzał na nią ze zdziwieniem. Jednak po chwili zmrużył brwi.
– Sam nie wiem. Może dlatego, że od chwili gdy Cię pierwszy raz zobaczyłem, poczułem dziwne uczucie, jakiego jeszcze nigdy nie doznałem. Te skurcze żołądka na Twój widok... To raczej nie moja wina – Powiedział i podszedł do drzwi – Jedź sobie do tego swojego Miami, mam to w dupie.
Trzasnął drzwiami, a dziewczyna zamknęła na sekundę oczy z przerażenia. "Co mnie napadło?" - Pomyślała i położyła się na łóżku. Złapała się za głowę.
– Zasłużył sobie. Nie powinien mówić, że myślę tylko o sobie – Pomyślała na głos i spojrzała na zegarek. – O cholera, już jedenasta!
To powiedziawszy pobiegła pędem do łazienki, wzięła szybki prysznic i przebrała się w swoją piżamkę. Wróciła do łóżka. Jednak co kilkadziesiąt sekund, przewracała się z boku, na bok. Usiadła więc i włączyła lampę. Sięgnęła po laptopa i położyła na kolanach.
– Tak, tylko co ja w zasadzie chcę zrobić? – Zapytała samą siebie i po chwili namysłu zamknęła laptopa i odłożyła w to samo miejsce.
Zastanawiała się przez chwilę, czy to nie przez to, że ma wyrzuty sumienia.
– Trudno, nie przeproszę go. Niech ma za swoje – Wyłączyła lampę i położyła się do łóżka.
Tym razem zasnęła, ale miała sen, przez który była w szoku...
____________________________________________
Jestem w końcu z moim nowym rozdziałem, który...
ZNOWU jest bez sensu. Nie wiem o czym mam pisać.
Znaczy nie wiedziałam do tej pory, ale teraz mam super pomysł *.*
Który będzie zrealizowany, za jakieś 10 rozdziałów XD
Dobra, więc przepraszam, że nie było mnie tak dłuuuugo, ale w końcu jestem, nie? :D
Spodziewajcie się teraz szybciej rozdziału :*
Poza tym zmieniam wygląd bloga... To znaczy moja koleżanka, zrobi mi nagłówek PRYWATNIE *o*,
więc postanowiłam polecić jej bloga, za to, że jest taka hojna <3
Oto on: (Mówi, że 1 rozdział jest już prawie gotowy, ale ze względu na to, że mi zrobi nagłówek, musimy trochę poczekać :/ PRZEPRASZAM :C)

Pozdro ~ Willk

czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 21

Następnego dnia Laura ujrzała na stole przyszykowane dla niej śniadanie. Zszokował ją sam fakt, że to jej MAMA to przygotowała. Brunetka z trudem mogła uwierzyć, że jej rodzicielka od wczoraj wydaje się być inna niż zawsze. Jest dla niej bardzo miła, co trochę niepokoi brunetkę, aczkolwiek jest ucieszona tą zmianą na lepsze.
Siadając do stołu, Laura była zaskoczona, ale od razu zabrała się za spożywanie posiłku. Świeże bułki chrupała z wielką przyjemnością, a powidła sprawiały, że rozpływała się z rozkoszy. To wszystko popijała herbatą z miodem i miętą. Na stole również leżał go-gurt, który brązowooka zostawiła sobie na sam koniec.
Kiedy dziewczyna delektowała się słodkim jogurtem, do pomieszczenia weszła jej siostra z słuchawkami na uszach. Gdy jednak zobaczyła młodą Marano, szybko się ich pozbyła.
– Jak tam gardło? – Zapytała na wstępie.
Brunetka spojrzała na siostrę, połknęła to co miała w buzi i kiwnęła głową, robiąc przy tym minę "ujdzie". Po chwili znowu wróciła do swojej słodkości. Westchnęła tylko, czując jego smak. Szatynka usiadła naprzeciwko Laury z tacą, na której miała jedzenie.
– Gdzie kupiłaś taki śliczny naszyjnik? – Vanessa zrobiła maślane oczka, wpatrując się na szyję swojej siostry.
Laura ujęła połowę serca w dwa palce, patrząc na napis. Uśmiechnęła się sama do siebie, po czym spojrzała na śliniącą się Van.
– Dostałam – Odparła, nawet nie myśląc co robi. Wróciła do pałaszowania końcówki go-gurtu. W jednej chwili upuściła opakowanie i spojrzała przerażona na siostrę. – Ja mówię! – Krzyknęła, łapiąc się za szyję.
– A czemu miałabyś nie mówić? – Zdziwiła się szatynka. – Aaaa... – Po chwili załapała i popatrzała na całą w skowronkach Laurę. Uśmiechnęła się i zaczęła jeść śniadanie.
– Van, wiesz co to znaczy?! Wiesz?! Jedziemy do Miami! – Wrzasnęła skacząc po kuchni i tuląc do siebie siostrę, która już miała dzwonić do psychiatryka. Jednak brunetka się uspokoiła i stanęła sparaliżowana w miejscu.
– Co Ci? – Vanessa się wystraszyła i podeszła do siostry, kładąc jej rękę na ramieniu. Laura na nią spojrzała po chwili, przez co szatynka się trochę wystraszyła i odskoczyła od brunetki.
– Muszę coś załatwić. Jakby rodzice pytali gdzie jestem, to powiedz im, że poszłam na spacer. Dzięki, pa. – Pocałowała ją w policzek i wybiegła z domu, podskakując. Szatynka jeszcze chwilę stała w miejscu, analizując co się przed chwilą stało.
– Mogłam jednak zadzwonić do psychiatryka – Stwierdziła i wróciła do kończenia posiłku.
Tymczasem Laura jak najszybciej chciała dostać się do blondyna, który wczoraj sprawił jej taki piękny prezent. Miała nadzieję, że zastanie go w swoim "domu", więc bez namysłu tam ruszyła. Teraz miała gdzieś te ciemne uliczki. Chciała mu powiedzieć wszystko co jej leży na sercu, czyli same dobre rzeczy. Podeszła do drzwi i zapukała lekko. Otworzył jej wysoki brunet, o ciemnych oczach. Na początku nie kojarzyła go, ale po chwili zrozumiała, że to najlepszy przyjaciel Ross'a.
– Hej Lau – Uśmiechnął się i oparł o drzwi.
– Cześć, jest Ross? – Zapytała na starcie. Brunet spojrzał na nią zaskoczony.
– No.. Nie. Nie ma. Pojechał do swojej mamy – Odparł po chwili.
– To ubieraj się. Zawieziesz mnie – Uśmiechnęła się szeroko, a on spojrzał na nią jak na idiotkę.
– Wiesz Lau, ja nie mam teraz cza... – Laura nie dała mu dokończyć, tylko zatkała usta dłonią.
– Hugo – Słodko spojrzała na chłopaka – To nie było pytanie – Powiedziała powoli, dając mu do zrozumienia, że nie przyjmuje odmowy.
– Ok. Idę po kask – Wystraszony szybko zniknął, i wrócił również szybko.
Chłopak podał jej jeden kask, a sam usiadł bez. Bardziej boi się o Laurę, bo jeśli jej się coś stanie, to wtedy Ross go zabije. A ze względu na to, że ma tylko jeden, rozsądniej było dać go jej. Jechali najpierw ciemnymi uliczkami, a potem wyjechali w samym centrum Los Angeles. Brunetka dokładnie badała drogę, aby na wszelki wypadek ją zapamiętać, gdyby miała kiedyś jeszcze odwiedzić swoją przyszłą teściową... Yyy.. To znaczy... No. Wiadomo o co chodzi.
Motor zatrzymał się przed wielkim domem. OGROMNYM domem. Laura nie odrywając wzroku od budynku, ściągnęła kask i wręczyła go Hugonowi. Skierowała się do drzwi.
– Nie ma za co. – Wymamrotał sarkastycznie i odjechał.
Brunetka zadzwoniła dzwonkiem, wpatrując się w ogród. "Jego mama musi być miłośniczką roślinek..." Pomyślała i uśmiechnęła się. Dotknęła wysokiego słupa, podtrzymującego balkon i jednoczenie służącego jako ozdoba. Drzwi powoli zaczęły się otwierać, a zza nich wynurzyła się kobieta, która była bardzo zaskoczona widokiem brunetki.
– Laura – Uśmiechnęła się widząc dziewczynę. (Inaczej mówiąc - swoją przyszłą synową :D – od aut.)
– Dzień dobry, czy jest Ross? – Zapytała, wchodząc do środka, zaproszona przez panią Stormie.
– Tak jest. Jest w kuchni. Uczy się gotować – Zaśmiała się kobieta, a Laura zmrużyła oczy i wzięła dwa krótkie wdechy przez nos.
– Tak, czuję właśnie – Odparła, wachlując sobie dłonią przed twarzą. Pani Stormie wybałuszyła oczy.
– Ross, coś Ty tam zrobił?! – Krzyknęła przerażona i ruszyła do kuchni, zatykając nos.
Kiedy weszły do pomieszczenia zwanego kuchnią, ujrzały blondyna stojącego nad patelnią ze... spalonym naleśnikiem.
– No bo tak wyszło, że dostałem sms-a i... Lau? – Kiedy odwrócił się do swojej rodzicielki, zaniemówił widząc brunetkę i do tego upuścił GORĄCĄ patelnię, która upadła prosto na jego nogę.
Zajęczał z bólu i szybko ją podniósł, wkładając do zlewu. Oczywiście, zamiast chwycić za rączkę, to podniósł ją łapiąc za dno, przy czym poparzył dodatkowo dłoń.
– Oj Ross... Pójdę po apteczkę. Wrócę za jakieś 10 minut – Kobieta dała jasno do zrozumienia, że zdążą sobie pogadać. Kobieta wyszła z kuchni, zostawiając nastolatków samych.
– No więc... Co Cię sprowadza do mnie? No chyba, że przyszłaś do mojej mamy, to...
– Nie. Przyszłam do Ciebie – Natychmiast mu przerwała.
– No dobra. Więc przyszłaś do mnie i... – Zachęcał ją do dalszego mówienia.
– I chciałam Cię przeprosić za wczoraj. Nie odezwałam się, bo straciłam głos. I chciałam Ci również podziękować za – Wyciągnęła spod koszulki naszyjnik – Ten prezent.
– Nie masz za co przepraszam i nie masz za co dziękować. Wiesz, zdałem sobie sprawę, że coś jest z Twoim głosem, gdy otworzyłaś usta, żeby coś powiedzieć, a potem odwróciłaś się bez słowa – Odparł, prostując się i naciągając usta.
Po niecałych dwóch sekundach, w pomieszczeniu pojawiła się pani Stormie, z apteczką. Położyła ją na stole, a blondynowi skazała ruchem ręki, żeby usiadł. W pewnej chwili zadzwonił telefon. Kobieta odeszła na bok i odebrała. Mówiła oddzielnymi słowami, przez co nastolatkowie nie mogli zrozumieć o co chodzi. Pożegnała się i rozłączyła.
– Słuchajcie, muszę jechać do biura w ważnej sprawie. Laura, opatrzysz oparzenie? – Zapytała proszącym tonem, przez co brunetka się uśmiechnęła.
– Jasne – Odpowiedziała. Mama Ross pożegnała się z nimi i wyszła z domu.
Laura bez słowa podeszła do stołu i otworzyła apteczkę. Wyciągnęła z niej żel w aerozolu tak zwany termocool i plastry sterylne. Blondyn obserwował każdy jej ruch.
– Gdzie się oparzyłeś? – Zapytała miło. Ross wskazał jej na dwa palce.
Brunetka wstrząsnęła aerozolem i psiknęła z bezpiecznej odległości. Usłyszała cichy jęk chłopaka. Wyjęła dwa plasterki i nakleiła delikatnie. Wyrzuciła niepotrzebne rzeczy, spakowała wszystko w apteczkę i odsunęła na bok.
– To już? – Zapytał mało inteligentnie.
– A co? Chciałeś do szpitala jechać? – Zdziwiła się i prychnęła, co spowodowało, że chłopak się uśmiechnął.
– Nie no, ale myślałem, że podmuchasz, czy coś... – Odparł rozczarowany. Na jego twarzy pojawił się lekki grymas.
Dziewczyna zaczęła się z niego śmiać i poczochrała mu włosy. Sama nie wie dlaczego to zrobiła. Chłopak popatrzał na nią trochę rozkojarzony.
– Sorki, ale wyglądałeś tak słodko. Nie mogłam się powstrzymać – Powiedziała, a jej policzki zrobiły się lekko różowe.
– Naprawdę? Uważasz, że jestem słodki? – Spytał, robiąc brewki i wstał od stołu, podchodząc do brunetki. Podniosła na niego wzrok, a jej kąciki ust podniosły się do góry.
– Tylko jak nie udajesz maczo – Odparła, dotykając czubkiem palca jego klatki piersiowej, ale szybko go zabrała. Ross podniósł ręce do góry.
– A czy ja kiedyś przy Tobie udawałem kogoś innego? – Zapytał podnosząc jedną brew do góry.
– Nie no, co Ty! Nigdy! – Krzyknęła sarkastycznie.
– A no widzisz – Wyszczerzył zęby i spojrzał jej w oczy.
– To był sarkazm idioto! – Parsknęła krótkim śmiechem, co trochę go wybiło z tropu.
– To jest chyba najmilsze przezwisko, wymówione z Twoich ust i skierowane do mnie – Odparł po chwili namysłu i podszedł jeszcze bliżej. Dziewczyna wpadła na ścianę.
– Uhm... Naprawdę? – Zapytała zakłopotana tym, że blondyn był już bardzo blisko.
– Wiesz, że jeszcze nigdy nie pocałowałem Cię, kiedy Ty tego chciałaś? – Zmienił temat i przysunął się bliżej, ale poczuł palce dziewczyny na jego ustach.
– Teraz jeszcze też tego nie zrobisz kochany... – Szepnęła i wyszczerzyła się. Wyszła z kuchni, a potem z domu.
– Tia... Leci na mnie – Stwierdził i poszedł do swojego dawnego pokoju.
________________________________________________________
Dłuższy, jest więcej Raury (z obydwu stron ^^) i...
Mam nadzieję, że rozdział jest lepszy od poprzedniego.
Ostatnio zaczęłam sobie olewać te blogi, nawet nie wiem dlaczego...
Aż... Naszła mnie wena i ponownie mam ochotę pisać :)
Choć i tak rozdział nie jest rewelacyjny, ale dążę jeszcze do tego,
aby następne były lepsze :)
Czekam na wasze opinie i naprawdę, każdy komentarz się dla mnie liczy,
nigdy nie olewałam żadnego komentarza...
(I sorki jak są jakieś błędy! Pisałam na telefonie!)
Pozdrawiam <3

~ Willk

piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział 20

(...) - PRZESTAŃCIE!!! – Krzyknęła tak głośno, że złapała się za gardło. Poczuła straszliwy ból, ale jednak udało jej się uspokoić chłopaków. Spojrzała na nich nie dowierzając. – Co w was wstąpiło? – Zapytała cichym i zachrypniętym głosem. Nie mogła mówić.
- Laura... – Zaczął blondyn, lecz ta mu przerwała.
- Nie Ross... Nie chcę Cię widzieć na oczy. – Kiwała przecząco głową. Spojrzała na bruneta. – Ciebie też Parker. – Odparła prawie niedosłyszalnie. Każde wypowiedziane słowo, sprawiało jej ból.
- Co tu się dzieje?! – Zapytała przerażona Vanessa, widząc zakrwawionych chłopaków. Spojrzała na swoją siostrę.
- Nie wiem. Ja ich nie poznaje. – Wyszeptała z wielką trudnością.
- Co z twoim głosem? – Podeszła do niej i spojrzała na nią troskliwie. Brunetka tylko pokiwała głową i poszła do domu. Starsza z sióstr popatrzała na poobijanych chłopaków. Prychnęła tylko i podążyła za Laurą. Parker zdenerwowany odjechał swoim autem, a Ross stał jeszcze przez chwilę wpatrując się w brunetkę, która po chwili zniknęła za drzwiami. Wsiadł na swój motor i odjechał. Wracając do Laury, która nadal szlochała, ale tym razem w objęciach... mamy.
- Córciu co się stało? – Zapytała cicho, całując ją w czoło.
- Nienawidzę ich. – Odparła zachrypnięta. Rodzicielka odsunęła się od dziewczyny i spojrzała jej w oczy.
- Dziecko, musimy jechać do lekarza, przecież Ty prawie straciłaś głos. – Zmartwiła się jej mama, dotykając jej policzków.
- To tylko chrypka...

*U LEKARZA*

- To nie jest tylko chrypka. Niestety muszę panią zmartwić, ale ma pani tak zwaną afonię. – Odparł lekarz patrząc na jakieś kartki.
- Czyli? – Zapytała kobieta, trochę zestresowana.
- Czyli jest to choroba, która powoduje, że tylko mowa szeptem jest akceptowana. Nie da się mówić tak naturalnie, ale trzeba szeptem, w którym dodatkowo słychać chrypkę. – Odparł wpatrując się w Laurę i machając przy tym rękami.
- A ile to potrwa? Ile będę tak mówić? – Zapytała Laura, z wielkim trudem.
- No cóż... To zależy od tego, jak będzie pani wykorzystywać ten głos. Na pewno nie należy krzyczeć i dużo mówić. Najlepiej z umiarem, tyko w kryzysowych sytuacjach. – Stwierdził spokojnie. – Jeżeli jednak pani nadużyje tego głosu, wtedy może pani dostać apsityrię. Czyli skrajny stopień histerycznej afonii.
- A jeżeli będę miała tą apsityrię, to co wtedy się stanie? – Spytała nie rozumiejąc.
- To wtedy straci pani całkowicie głos. – Powiedział prosto z mostu.
- Rozumiem. To dziękuję bardzo, do widzenia. – Uśmiechnęła się i wstała.
- Do widzenia! – Usłyszała za sobą i wyszła z pomieszczenia. Spojrzała na swoich rodziców.
- Fajnie, że za tydzień mam jechać do Miami! – Oburzyła się, ale nagle przypomniała sobie, że nie może tak nadużywać głosu.
- To nie pojedziesz i tyle. – Powiedział jej ojciec. Laura stanęła w miejscu. Dopiero po chwili dotarło, co jej tata powiedział.
- Tato, chyba sobie żartujesz! Muszę tam jechać! – Krzyczała, szepcząc. Złapała się za gardło, ponieważ poczuła ostry ból. Zaczęła kaszleć. Jej rodzice zaczęli panikować, ale po chwili już wszystko było dobrze. Prawie... Kiedy Laura, znowu chciała coś powiedzieć, nie wydobyła z siebie, choćby najcichszego dźwięku. Próbowała cokolwiek z siebie wydobyć.
- Lauro... – Pokiwał jej tata niedowierzająco. – Teraz to się załatwiłaś. Chodź, jedziemy do domu.
Ruszyli do auta. Brunetka oszołomiona, nie wiedziała co się dzieje. Właśnie zdała sobie sprawę, że straciła głos. Teraz to już może się pożegnać z Miami...
Kiedy dotarli do domu, Laura naburmuszona poszła do pokoju i położyła się na łóżku. Leżała tak i stwierdziła, że pójdzie się przejść. Podeszła do swojej mamy i pokazała jej kartkę na której było, że wychodzi i wróci za godzinkę. Jej rodzicielka się zgodziła, a ta ruszyła na miasto. Chciała sobie pośpiewać, ale... No cóż... Weszła sobie do parku i się z kimś zderzyła. Upadła na ziemię.
- Przepraszam... Laura. – Kiedy usłyszała swoje imię, spojrzała na osobę, która ją potrąciła. Był to oczywiście nie kto inny, a ROSS. Nic nie powiedziała, no bo jak miała to zrobić, tylko wstała i otrzepała się z ziemi. Ruszyła na którąś z ławek.
- Laura, zaczekaj! Proszę, pogadajmy! – Pobiegł za nią i usiadł obok niej. Brunetka wpatrywała się w swój zeszyt z piosenkami. – Ja na prawdę Cię przepraszam. Nie chciałem tego robić, ale on zaczął i... tak jakoś wyszło. Nie obrażaj się na mnie. Nie daj mi znowu cierpieć. Laura, proszę... Wybacz mi. – Mówił bardzo powoli, patrząc ciągle na nią. Laura tylko zamknęła zeszyt. – No chociaż się odezwij...
Brunetka siedziała cicho, patrząc w dół i wzdychając. Wpatrywał się na nią chwilę w milczeniu.
- Naprawdę aż tak jesteś na mnie zła, że nawet słowa nie powiesz? – Zapytał, a ona się na niego spojrzała. Otworzyła usta, i chciała coś powiedzieć, ale zdała sobie sprawę, że nie może tego zrobić. Szybko odwróciła głowę w drugą stronę. – Dobra, nie mów nic, ale chociaż weź ode mnie to. – Laura odwróciła głowę i spojrzała na podłużne pudełeczko, które trzymał w ręce. Położył je na ławce, obok niej i wyszedł z parku. Brunetka przez chwilę wpatrywała się w granatowe pudełko. Po chwili jednak wzięła je w ręce i otworzyła. Zobaczyła tam połowę serca, na której było napisane "You're My Heart". Wyciągnęła je i uśmiechnęła się sama do siebie. Nałożyła sobie naszyjnik i ruszyła do domu. Po drodze jednak spotkała... Parkera. Wziął ją za rękę i spojrzał jej w oczy.
- Lauro, wybacz mi. Ja naprawdę tego nie chciałem, po prostu On Cię skrzywdził... I ja nie mogłem mu tego darować. Przepraszam... – Czekał na jakąkolwiek reakcję ze strony Laury, ale się nie doczekał. – Nic nie powiesz? – Zapytał i puścił jej dłoń. Westchnął ciężko. – Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz. – Odparł i odszedł od dziewczyny. Brunetka tylko zamknęła oczy i wypuściła powoli powietrze. Pokręciła głową i ruszyła weszła do swojego domu. Robiło się już ciemno, więc szybkim pędem wzięła ciepłą kąpiel w wannie i położyła się do łóżka. Miała nadzieję, że jutro wydarzy się coś niesamowitego. Oj zdziwi się jak bardzo...
_________________________________________________
Krótkie, wena prawie wróciła, ale jeszcze nie do końca.
Koniec roku, wakacje się zaczęły, a ja i tak nie będę mieć dużo czasu.
No bo chyba nie wypada siedzieć w domu i pisać rozdział, kiedy taka ładna pogoda, prawda?
W ogóle to mam dla was niespodziankę... Założyłam nowego bloga.
Tia... Wiem, że pomyślicie sobie, że przecież na tego już nie mam czasu, ale...
Nie mogłam wytrzymać. No cóż... Mam nadzieję, że się spodoba :)
Pozdrawiam <3

~ Willk

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 19

(...) - Co Ty... Tutaj robisz? – Zapytał trochę rozkojarzony. Nie spodziewał się tutaj swojej mamy.
- Ja się już zbieram. Miło było Cię poznać Lauro. – Odparła. Po chwili dało się słyszeć skrzypiące drzwi, a kobieta zniknęła. Obydwoje nastolatków byli cicho. Laura bawiła się swoją bluzką, a Ross wpatrywał się w jeden punkt. Nigdy chyba nie było tak niezręcznie, między nimi.
- Co tu robiła moja mama? – Jego głos był łagodny. Brunetka podniosła na niego wzrok. Wstała na równe nogi, po czym podeszła bliżej chłopaka.
- A Ty co tu robisz? – Ton głosu dziewczyny, był ostry, a jednocześnie... spokojny. Zmrużyła oczy i założyła ręce.
- Chciałem Cię przeprosić. – Laura na jego słowa zamrugała parę razy ze zdziwienia.
- Przeprosić? Ale za co? Za to, że mnie wtedy wykorzystałeś? Czy może za to, że po prostu pojawiłeś się w moim życiu i wszystko zniszczyłeś? – Otworzyła trochę usta. W oczach pojawiły jej się łzy. Blondyn natomiast nie wiedział co powiedzieć. W końcu otworzył buzię...
- Za to, że Cię wtedy wykorzystałem, bo myślałem, że Cię nie kocham. Za to, że pojawiłem się w twoim życiu, a Ty przeze mnie cierpiałaś. Ale tak naprawdę nie żałuję tego. Gdybym Cię wtedy nie wykorzystał, nie uwierzyłbym, że się w Tobie zakochałem. A gdybym Cię nie poznał, nie wiedziałbym, że mogę kogoś kochać, tak jak teraz kocham Ciebie. – Jego słowa były tak szczere, że przy tym uronił kilka łez. Emocje nim targały. Nie chciał tego powstrzymywać. Chciał pokazać, że mu naprawdę zależy. Że ona odmieniła jego życie. Brunetka nie wiedziała co powiedzieć. W gardle pojawiła się wielka gula, która uniemożliwiała jej wydobyć nawet najcichszego dźwięku. Nie spodziewała się takiego szczerego wyznania z jego strony. – Nic nie powiesz? – Zapytał po chwili patrzenia w jej duże, brązowe oczy. Nie uzyskał odpowiedzi z jej strony.
- Ja... – I koniec. Tyle zdołała wydobyć z siebie. Blondyn do niej podszedł.
- Dobra, nie musisz nic mówić. Ale wiedz, że kocham Cię nad życie i nic, ani nikt tego nie zmieni. – Powiedział i musnął delikatnie jej usta. Popatrzał jej w oczy i nadzwyczajnie w świecie wyszedł. Brunetkę ogarnęło dziwne uczucie. To był inny pocałunek niż wszystkie inne. Delikatny, ale rozgrzał dziewczynę na tyle, aby mogła wiedzieć, że ona również coś do niego czuje. Po chwili również przypomniała sobie słowa jego mamy. Aby dała mu szansę. Ale ona teraz wyjedzie do Miami. Poza tym, musi sobie to wszystko od początku do końca poukładać. Musi pomyśleć... Co z Peterem? Przecież narobiła mu nadziei. Nadziei na to, że mogą być razem. A teraz tak po prostu to wszystko zniszczy? Usiadła zrezygnowana na łóżku. Jutro wraca do domu, z czego się nie cieszy. Woli siedzieć w tym zimnym, ponurym pokoju, niż wracać do domu "wariatów". Spojrzała na zegarek. Było strasznie późno. Nie miała siły iść brać prysznicu. Przebrała się pędem w swoją piżamę i przykryła kołdrą. Położyła głowę na poduszce, po czym zamknęła oczy i odleciała.

*NASTĘPNEGO DNIA*

- Nie... Ta też nie... Yh... Następna! ... Fuu! Zabierz to! ... No i to rozumiem! – Powiedziała w końcu Vanessa, wybierając odpowiednią sukienkę na dziś dzień, dla swojej siostry.
- Masz za duże wymagania, wiesz? Ja to bym wzięła pierwszą lepszą. – Odparła Laura i biorąc ciuchy, poszła się przebrać. Dzisiaj opuszcza szpital, z czego jest zadowolona. No może nie do końca. Rodzice... Kilka chwil później dziewczyna wychodzi ubrana w piękną, niebiesko-czarną sukienkę w paski i dżinsową kamizelką. Na nogach ma niebieskie koturny, a na nadgarstku bransoletki. Włosy przypięte w wysokiego kucyka, z wypuszczoną grzywką.
- Wow, ale z Ciebie laska! – Krzyknęła podjarana czarnowłosa. Brunetka zaczęła się zastanawiać, czy Van jest zdrowa psychicznie. Spojrzała na nią krzywo, co przywróciło starszą siostrę do normalności.
- Idziemy? Chcę jak najszybciej do mojego łóżka. – Jęknęła Laura, na co Vanessa się zaśmiała.
- Dobra, chodź. – Wzięła bagaż siostry i obie ruszyły do auta. Młodsza Marano usiadła obok kierowcy. Dziewczyny po chwili ruszyły. – A jak tam ten cały... Ross? – Zapytała zerkając na nią co chwilę. Brunetka spojrzała rozkojarzona na siostrę.
- C-co? – Spytała nieobecna. Van zatrzymała się na czerwonym świetle.
- O czym Ty myślisz? – Zdziwiła się trochę czarnowłosa, ale i zaniepokoiła. Po chwili ruszyła na zielonym.
- O niczym. Po prostu... Nie mogę się doczekać wyjazdu. – Uśmiechnęła się sztucznie.
- Pytałam jak tam z tym całym Rossem. – Powtórzyła, na  co Laura otworzyła szeroko oczy. Kompletnie nie wiedziała, skąd jej siostra wie takie rzeczy.
- Skąd ja mogę to wiedzieć? Co ja jego anioł stróży? – Wypaliła zdenerwowana. Po chwili się uspokoiła i ponownie spojrzała na siedzącą za kierownicą dziewczynę. – Nie wiem. – Powiedziała spokojniej. Obydwie przez chwilę milczał, dopóki nie dojechały do domu. Brunetka przygryzła dolną wargę.
- I znowu kłótnie z rodzicami. – Zacisnęła powieki, przypominając sobie te wszystkie akcje. Nigdy nie mogła zrozumieć, dlaczego tak nie dogaduje się z rodzicami, a najbardziej ze swoją mamą. Ona zawsze była dla niej surowa. Wysiadła z auta i poszła po swój bagaż. Szła powolnym krokiem do domu. Kiedy miała nacisnąć klamkę, usłyszała znajomy głos.
- Poczekaj! – Kiedy to usłyszała, szybko się odwróciła. Zobaczyła chłopaka, który się do niej zbliżał.
- Hej Peter... – Powiedziała ściszonym głosem. Bała się spojrzeć mu w oczy. Jednak, gdy on pojawił się przed nią, wykonała ten ruch. – Chciałeś coś? – Zapytała łagodnie. Nie chciała rozmawiać o tym co się wydarzyło. O tym jak go zraniła.
- Chciałem pogadać o tym co się wczoraj wydarzyło. Dlaczego udawałaś, że masz amnezję, skoro tak naprawdę jej nie miałaś? – Wiedziała, że kiedyś w końcu będą musieli o tym pogadać, a najlepiej zrobić to jak najszybciej.
- Bo ja... Po prostu ktoś mnie zranił i ja chciałam odpłacić się tym samym. – Powiedziała całkiem szczerze. Nie chciała go okłamywać. W końcu byli... przyjaciółmi.
- Ale wiesz, że kłamstwo jest zawsze najgorszym rozwiązaniem? Przecież nie musisz zniżać się do poziomy tej osoby i być taka sama jak ona. Nie lepiej udać, że Ci na tym nie zależy? Lepiej byś na tym wyszła, niż teraz, jak wszystkich okłamałaś. – Odparł spokojnie. Nie miał do niej żalu, ale nie rozumiał, dlaczego ona mogła zrobić coś takiego swoim bliskim.
- Tak wiem. Ja naprawdę żałuję. Przepraszam... – Spuściła głowę i przyglądała się swoim butom. Poczuła nagle, jak jego ramiona ją oplatają. Również go objęła. Po chwili jednak się oderwali, a ona zobaczyła za Peterem, kilka metrów dalej blondyna. Przyglądała mu się. Peter również obrócił się w jego stronę. Zdziwił się, na jego widok. Nagle go oświeciło. Spojrzał na Laurę.
- To on Cię skrzywdził? To przez niego tak cierpiałaś? – Zapytał, a ona popatrzała mu w oczy.
- Tak, ale... – Nie dokończyła, ponieważ brunet ruszył w kierunku blondyna, a kiedy tam dotarł, uderzył z całej siły Rossa w twarz. Laura zamarła. Blondyn również mu oddał. Brunetka zaczęła do nich biec. – Przestańcie!!! – Wrzeszczała na cały głos, widząc, jak oni się biją. Lecz oni jej nie słuchali. Ross uderzył chłopaka tak mocno, że aż Peter wpadł na płot. Jednak brunet nie był mu dłużny. – Słyszycie?! Uspokójcie się! – Wrzeszczała nadal, szlochając przy tym strasznie głośno...
______________________________________________________
Skończyłam. W końcu! Męczyłam się z tym rozdziałem bardzo długo! :c
Normalnie ostatnio nie mam weny. Próbuję czytać książki i zaczerpnąć inspiracji,
ale to i tak nic nie daje. Do tego do wczoraj wystawiali oceny, więc nie miałam zbytnio czasu.
No, ale skończyłam. Rozdział krótki, nudny i bez sensu, za co naprawdę przepraszam...
Za tydzień koniec roku szkolnego, przez co będę mieć więcej czasu.
Ale to nie zależy tez od tego, czy mam czas, czy nie, ale od tego, czy mam wenę.
Próbuję pisać na siłę, co mi nie wychodzi.
Mam nadzieję, że pomysł na kolejny rozdział mi się przyśni <3
Poza tym dziękuję wam, za ponad 41 tysięcy wejść i komentarze. Wasza opinia się liczy :D 
JESTEŚCIE NIESAMOWICI! 
Pozdrawiam,

~ Willk

środa, 4 czerwca 2014

Rozdział 18

(...) - Nie chciałam, żeby tak wyszło. – Stwierdziła, patrząc przez dłuższy czas w ścianę.
- Wiem. Ale mówiłam Ci od samego początku, że to co robisz jest złe. Nie chciałaś mnie słuchać, a teraz masz za swoje. – Monik usiadła obok niej na łóżku.
- Tak wiem, ale nadal nie rozumiem dlaczego mu to powiedziałaś. – Brunetka wstała i podeszła do okna, a rudowłosa podążyła za nią.
- Nie widziałaś jak cierpiał? Tak bardzo chciał uwierzyć, że z tą amnezją to nieprawda. A jak wyszło, że to kłamstwo... To chciał wierzyć jednak, że masz tą amnezję. Poza tym... Co masz zamiar powiedzieć rodzicom? Vanessie, a przede wszystkim Parkerowi. On też myśli, że nic nie pamiętasz. – Laura zdała sobie sprawę, że nie tylko skrzywdziła Rossa, ale również innych. Przecież przez co oni przechodzili. Myśleli... I nadal myślą, że ma amnezję. Spojrzała w bezruchu na Monik. Przeczesała włosy dłonią.
- Powiem im prawdę. Przecież nie mogę ich okłamywać. – Odparła po chwili namysłu. Wiedziała, że to będzie najlepszy sposób. Do sali ktoś zapukał. To był Parker. Marano spojrzała na rudowłosą, dając jej znak aby wyszła.
- To ja już pójdę. Muszę... Wydoić krowę. – Obydwoje nastolatków spojrzało na zakłopotaną dziewczynę. Parker się zdziwił, natomiast Laura o mało nie wybuchła śmiechem.
- Dobra, pa. – Popędziła ją i zamknęła za nią drzwi. Odwróciła się w stronę chłopaka.
- Słuchaj, muszę Ci coś... – Zaczęli razem, ale przerwali, śmiejąc się przy tym.
- Mów pierwszy/a. – Znowu powiedzieli razem, powodując kolejny napad śmiechu.
- Ty mów. – Znowu to samo.
- Dobra ja powiem. – To ich już nie śmieszyło. Denerwowali się przy tym.
- Dziewczyny mają pierwszeństwo. – Uśmiechnął się, wskazując na brunetkę.
- Dobra, no to... Słuchaj Parker. Ja... – Nie mogła się wysłowić. Nie wiedziała jak dobrać słowa. Wzięła głęboki wdech i zamknęła oczy. – Ja nie chciałam Cię skrzywdzić, czy innych... Po prostu... Chciałam... – Chłopak jej przerwał.
- Spokojnie Lau... – Uśmiechnął się do niej promiennie.
- Ja nie mam amnezji. – Wydusiła i spojrzała mu w oczy. Widziała zaskoczenie wypisane na jego twarzy, ale również smutek, złość...
- Nie rozumiem. To dlaczego udawałaś, że nic nie pamiętasz? – Zapytał nie rozumiejąc.
- Bo... – Chciała już powiedzieć, że to miała być zemsta na Rossie, ale zdała sobie sprawę, że to by było nie w porządku. Nie dość, że zraniła blondyna, to jeszcze będzie innym o tym mówić.
- Bo co? Laura, nie rozumiem Cię. Co chciałaś tym niby osiągnąć? – Pokręcił głową. Czekał aż powie cokolwiek, ale ona milczała. Westchnął, wziął swoją skórzaną kurtkę i wyszedł z sali. Brunetka usiadła na łóżku i złapała się za głowę. Do sali tym razem wbiegła zdyszana Vanessa.
- Siema! Bosz... Zmęczyłam się. – Skuliła się i zaczęła oddychać ciężko.
- Hej Van... Ej, a kiedy jest ten wyjazd do Miami, o którym mi mówiłaś? – Zapytała olśniona brunetka.
- A yy... To... Za jakiś tydzień iii... dwa dni. – Powiedziała patrząc na kalendarz. – A co? Jedziemy? – Uśmiechnęła się szeroko i złożyła dłonie.
- Tak. Pakuj się siostro! – Krzyknęła Laura. Vanessa postanowiła, że od razu pójdzie się pakować. Przecież ona ma tyle ciuchów, że nie ma nawet tylu walizek na to. Brunetka wyjrzała przez okno. Wyjeżdżając do Miami na ten miesiąc, chce sobie wszystko poukładać. Doskonale przemyślała to wszystko. Musi tylko... Przeprosić Rossa. Nie chciała, aby on w jakikolwiek sposób cierpiał. Ubrała się w fioletowe rurki, niebieską, męską koszulkę i czarne trampki. Włosy zawiązała w wysokiego kucyka. Wyszła niezauważona ze szpitala. Od razu ruszyła w tą ciemną ulicę. W telefonie już miała ustawiony numer do policji, gdyby ją ktoś napadł. Na szczęście nic takiego się nie stało. Doszła do budynku i ujrzała otwarte drzwi. Weszła do środka, po czym rozglądała się we wszystkie strony. Słyszała głośną muzykę, dochodzącą z końca korytarza. Podbiegła tam i lekko uchyliła drzwi. Momentalnie zamarła w bezruchu. Jej oczom ukazywał się Ross, który lizał się z jakąś laską. Nie wiedziała czemu... zabolało ją to. Drzwi popchnął lekko wiatr. Blondyn ujrzał sylwetkę dziewczyny w drzwiach i zepchnął z siebie ową blondynkę. W oczach Laury pojawiły się łzy. Sama nie wiedziała dlaczego. Podszedł do niej i zamknął za sobą drzwi. Ona otarła łzy, po czym odsunęła się od chłopaka.
- Ja przyszłam... – Spojrzała na niego – ... Cię tylko przeprosić. Nie chciałam żeby to tak wyszło. Po prostu zabolało mnie to, jak mnie wykorzystałeś, a ja głupia się dałam... – Do chłopaka podeszła tamta dziewczyna i się do niego przykleiła.
- Kochanie... Ile mam jeszcze czekać? – Mruknęła do niego uwodzicielsko. Brunetka spojrzała ostatni raz na chłopaka i odeszła. Nawet nie myślała, że tak ją zaboli to, że widzi go z inną. Przecież sama wmawiała sobie ciągle, że nic do niego nie czuje. Jej głowa była zapełniona setkami pytań, na które nie znała odpowiedzi. Chciała tylko jak najszybciej wyjechać do Miami i odpocząć od tego wszystkiego. Doszła do szpitala, przybita, jakby właśnie straciła kogoś na kim jej zależało. Ale nie wiedziała, czy jej zależało na Rossie czy nie... Nic już nie wiedziała. Przed budynkiem zastała rozzłoszczonych rodziców.
- Gdzieś Ty była?! Nie można sobie ot tak wychodzić ze szpitala! – Krzyknęła kobieta.
- Za 4 miesiące kończę 18 lat. W końcu uwolnię się od Ciebie i tych Twoich wszystkich zakazów i nakazów. – Odparła spokojnie i jakby nigdy nic, weszła do szpitala, ruszając do swojej sali. Miała nadzieję, że tam będzie czekać na nią Parker, aby mogła mu wszystko wytłumaczyć, a tam... Nic. Pustka. Białe, zimne ściany, skrzypiące drzwi i ogromnie dużo maszyn. W jednej chwili poczuła się jak ktoś samotny. Każdy odgłos w pokoju, przeradzał się w echo. Chciała cofnąć czas. Żeby nie wpaść wtedy na blondyna w tej kawiarence. Żeby wtedy jej tam nie było. Wszystko na pewno byłoby inne. Inne niż teraz.
- Przepraszam... – Usłyszała nagle za sobą. Odwróciła głowę w stronę drzwi. Przed nią stała kobieta. Blondynka, o ciemnych oczach. "Przypomina Rossa..." - W jednej chwili taka myśl przeszła jej przez głowę.
- Słucham? Mogę w czymś pomóc? – Zapytała, miło się uśmiechając. Kobieta odwzajemniła gest i podeszła bliżej dziewczyny.
- Ty jesteś Laura, prawda? – Brunetka zdziwiła się, tym bardziej, że ta pani bardzo jej się przyglądała.
- Tak, ale o co chodzi? Kim pani jest? – Kobieta się zaśmiała na jej pytanie. Wyciągnęła ku niej dłoń.
- Jestem Stormie. Stormie Lynch. – Kiedy tylko Laura usłyszała nazwisko, doznała paraliżu. Nie wiedziała co ma zrobić. Po chwili jednak uścisnęła dłoń, nadal niczego nie rozumiejąc.
- Lynch? Ale... – Pokręciła głową zdziwiona.
- Tak, jestem mamą Rossa. – Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Laura z wrażenia usiadła na kanapie, ustawioną pod boczną ścianę. Spojrzała z otwartą buzią na panią Stormie. – Przyszłam z Tobą o nim porozmawiać.
- Ale ja nie mam zamiaru o nim rozmawiać! – Warknęła, przypominając sobie, jak jeszcze godzinkę wcześniej obściskiwał się z jakąś inną. Jej mina złagodniała. – Przepraszam... Po prostu mam zły dzień... – Szepnęła spuszczając głowę.
- Wiem, że pewnie zrobił Ci jakąś krzywdę, ale... Dzięki Tobie stał się lepszym człowiekiem. – Kobieta dotknęła dłoni brunetki.
- Nie wydaje mi się. – Odparła Laura, spoglądając co chwilę na Stormie.
- Uwierz mi. Gdyby nie Ty... On do mnie przyszedł i przeprosił. Za to, że uciekł. – Dziewczyna zdziwiła się na jej słowa.
- Jak to uciekł? – Zapytała. Cały czas myślała, że mieszka z mamą i z tatą. Teraz miała mętlik w głowie.
- Ja z jego ojcem rozwiedliśmy się, kiedy miał 15 lat. Naciskaliśmy go, aby wybrał jednego z nas i wiem, że źle postąpiliśmy. Chłopak był pod wielką presją, dlatego też uciekł. Nie widziałam go 3 lata. Ale dzięki Tobie, on... On się po prostu zmienił. I wiem też, że Cię naprawdę kocha. Opowiadał mi o Tobie i to bardzo sporo czasu. Naprawdę, buzia mu się nie zamykała. – Laura się zaśmiała w tej chwili. Bardzo żałowała, że tak go potraktowała. – Ale dziś przyszedł do mnie i powiedział co się stało. Wiem, że Cię zranił, a Ty mu za to się odpłaciłaś, ale... Daj mu szansę, proszę... – Kobieta i dziewczyna, patrzały na siebie przez chwilę. Brunetka spuściła głowę.
- Ja chyba nie dam rady. Byłam u niego i go przeprosiłam, a on... Był z inną. – Odparła i ponownie spojrzała na mamę chłopaka. Drzwi się gwałtownie otworzyły...
- Słuchaj Laur...– Blondyn się zaciął, widząc kobietę. – Mama? – Zapytał niedowierzająco.