piątek, 17 października 2014

One Shot ☺

Macie taki krótki/długi one shot, który napisałam już bardzo dawno temu. Dodaję go, aby umilić wam czekanie na rozdział :) I mimo, że nie jest jakiś super, mam nadzieję, że wam się spodoba. A ja biorę się za rozdzialik ❤
___________________________________

Widziała szczęśliwych ludzi... Nastolatków, którzy chodzili grupkami i śmiali się w niebo głosy. Dzieci chodzące za rączkę z rodzicami. Jak i również starsze osoby rozmawiające o poważnych sprawach. Tylko ona siedziała teraz z ojczymem w drodze do nowego domu. Ta drobna osóbka nazywa się Laura Marano. Dzisiaj właśnie rozpoczyna nowe życie, w całkiem nowym miejscu. Nikogo tu nie zna i wcale nie ma zamiaru poznawać. Wie, że to w cale nie ma sensu. Nie chce, aby ktoś cierpiał.
Poczuła lekkie wstrząśnięcie, po czym zdała sobie sprawę, że wjechali na podjazd nowego domu. Laura odpięła pasy i wyszła z białego mercedesa. Mężczyzna, nazywany również przez nią po imieniu, czyli - Bob, wyjął jej walizki z bagażnika. Dziewczyna nie mówiąc ani słowa, weszła do ogromnej willi. Chciałaby zachwycać się, tym bogatym wnętrzem, lecz nie mogła. Była myślami zupełnie gdzieś indziej. Szła przez długi, lekko kremowy korytarz, mijając różne ozdoby. Jej trampki, lekko odbijały się o podłogę z heblowanych desek, wydając ciche echo. Weszła na schody, jakby już od dawna wiedziała, gdzie znajduje się jej pokój. Kiedy była na górze, zauważyła na stoliku w rogu, różne zdjęcia. Pewnym krokiem podeszła do białego, wyrzeźbionego stoliczka i chwyciła w dłoń jedno z ramek. Zdjęcie przedstawiało małą dziewczynkę, na kolanach swojej mamy. Brunetka doskonale pamiętała tę chwilę. Westchnęła ciężko i odłożyła z powrotem zdjęcie na swoje miejsce. Zaczęła się rozglądać po mały korytarzu, w którym znajdowały się tylko trzy pary drzwi. Weszła do pierwszych, zostawiając bagaże na środku. Trafiła do łazienki, która była dosyć spora. Znajdował się tam prysznic, jak i wanna, która zajmowała znaczną część pomieszczenia. Ściany koloru błękitnego, doskonale kontrastowały z białymi kafelkami na podłodze. Zamknęła drzwi i weszła do kolejnych. Tym razem trafiła na pokój swojego ojczyma. Był duży, ale przytulny. Na wprost wejścia, znajdowało się wyjście na taras. Po lewej stronie, rozciągało się długie łóżko, a obok niego dosyć spora szafka nocna. Ściany były pomalowane na kolor złoty, a podłoga była wyłożona heblowanymi deskami z dębu. Wyszła z sypialni i w końcu weszła do swojego pokoju. Na całej powierzchni podłogi, rozciągał się czerwony, puchaty dywan. Ściany były pomalowane na przemian, raz białym, raz czerwonym, grubym paskiem. Sufit zaś był cały biały, a na środku niego widniał piękny żyrandol, jakby z kryształów. Dziewczyna miała wyjście, na dosyć duży taras, gdzie znajdował się basen. W pokoju zaś, znajdowało się niewielkie łóżko z mnóstwem poduszek. Szafy były koloru białego, pięknie wyzłacane. Na biurku znajdował się jej własny laptop i wieża. W pewnej chwili usiadła na łóżku i zdała sobie sprawę, że choć ma te wszystkie rzeczy, to nie ma tak naprawdę najważniejszego – mamy. Jej serce rozbiło się jak lustro, na tysiąc kawałków, kiedy dowiedziała się, że jej mama jest chora na białaczkę. A jeszcze bardziej załamała się, jak umarła. Dziewczynie zaczęło robić się słabo, więc jak najszybciej wyszła z pokoju i zaczęła szukać Bob'a. Zastała go siedzącego przy stole i podpisywaniu jakichś papierów.
- Muszę wziąć lekarstwa. – Oznajmiła, ledwie utrzymując się na nogach. Bob zainterweniował jak najszybciej i podał jej antybiotyki. Brunetka z każdą chwilą dochodziła do siebie. – Potrzebuję powietrza...
- Idź na balkon i posiedź trochę. – Uśmiechnął się do niej szczerze, dotykając jej czoła.
- Potrzebuję spaceru. – Mężczyzna spojrzał na nią zaniepokojony.
- A jeśli Ci się coś stanie? Jak osłabniesz na środku drogi? Nie mogę siedzieć w domu spokojnir, kiedy Ty chodzisz sama po mieście. – Westchnął ciężko i spojrzał dziewczynie w oczy.
- Jeśli będzie mi się coś działo, będę dzwonić, albo poproszę kogoś o pomoc. Naprawdę muszę się przejść. To mi lepiej zrobi. – Jej oczy zaświeciły się z nadzieją. Patrzała na niego błagalnie, choć wiedziała, że to twardy orzech do zgryzienia.
- Eh... Tylko za pół godziny masz być z powrotem, dobrze? – Dziewczyna wyszczerzyła do niego zęby i przytuliła z całej siły.
- Dziękuję! – Szczęśliwa i pełna entuzjazmu, wyszła z domu, kierując się w stronę dużego parku, który wcześniej mijała. Zaczęła szukać po kieszeniach, jakichkolwiek pieniędzy, aby kupić sobie shake'a. Znalazła parę dolarów w sweterku, wiec jak najszybciej weszła do kawiarni. Stanęła w kolejce. Za ladą stał wysoki blondyn, o ciemnych oczach. Na głowie miał czapkę z daszkiem, a na niej nazwa kawiarni – "Splatzze".
- Proszę, dla pani kawa i szarlotka. To będzie... 5 dolarów. – Powiedział, miło zwracając się do kobiety. Ta dała mu pieniądze, podziękowała i poszła do stolika. Chłopak zaś, zaczął coś robić przy kasie. Dziewczyna podeszła bliżej i spojrzała na niego, oczekując, aż ten spojrzy na nią. – Dzień dobry, co podać? – W końcu podniósł wzrok.
- Poproszę shake'a... Jagodowo-truskawkowego. – Odparła patrząc na dużą kartę.
- Mały, średni czy duży? – Zapytał widząc, że dziewczyna zdecydowała się na koktajl.
- Em... Średni. – Uśmiechnęła się, a kelner odwzajemnił gest. Zaczął robić tam różne rzeczy. Brunetka nie zwracała na to uwagi. Usłyszała, jak ów blondyn, kładzie szklankę na ladzie.
- To będą 3 dolary i 60 centów. – Laura podała mu pieniądze i odwróciła się ze szklanką, kiedy to nagle na kogoś wpadła. Jej cały shake wylał się jej na bluzkę i sweterek, a szkło robiło się o kafelki podłogi.
- Coś Ty narobiła! – Usłyszała pisk nad głową. Podniosła niepewnie wzrok, a jej ukazała się rudawa dziewczyna, o zielonych oczach. Była ubrana dość wyzywająco. Na nią nawet jedna kropelka shake'a nie spadła, ale za to, dziewczyna wyjechała troszeczkę szminką za usta. Na tyle mało, że chyba nikt tego nie zauważył.
- J-ja przep-przepraszam. – Jąkała się zawstydzona, widząc, że dosyć sporo ludzi się na nią patrzy.
- Mam gdzieś twoje przepraszam! Jesteś jakąś niezdarą, czy co?! Czy tak ciężko popatrzeć na kogo wchodzisz?! Co Ty sobie myślisz, że co?! Że tylko Ty jesteś na tym świecie najważniejsza?! I w ogóle, po co Ci ta czapka?! Wyglądasz, jak sto nieszczęść!... – Dziewczyna wydzierała się nad jej głową. Ona zaś, zaczęła słabnąć. Nie mogła przebywać w hałasie, a co dopiero takim krzyku. Zaczęła się cofać i oparła się o ścianę. Rudowłosa, nadal coś do niej mówiła, ale Laura nic nie słyszała. Zaczęło jej się kręcić w głowie i była coraz to bledsza. Ostatnie co zobaczyła, zanim zemdlała, to ściągającego czapkę blondyna i podbiegającego do niej...

Zaczęła powoli otwierać oczy, kiedy poczuła ukłucie na ręce. Światło ją oślepiało, więc parę razy mrugnęła, aby przyzwyczaić oczy, do światła. Zobaczyła nad sobą swojego ojczyma i dosyć sporo nastolatków. Nie wiedziała co się z nią stało i dlaczego w jej nowym domu jest tylu ludzi.
- Co się stało? – Zapytała trochę niewyraźnie, widząc ulgę w oczach Bob'a. Lecz ten zamiast jej wytłumaczyć, musiał najpierw ponarzekać...
- Lauruś, mówiłem Ci, żebyś nigdzie nie szła. Wiedziałem, że tak się to stanie... – Jakiś brunet, o długich włosach, podał jej wodę. Podziękowała lekko głową i wstała, słuchając nadal ojczyma. – ... Powinnaś być pod stałą opieką. W ogóle, wymiotowałaś? – Spojrzał na jej koszulkę. Ten kelner z kawiarni się zaśmiał.
- Nie, to shake. – Oznajmiła popijając wodę. Mężczyzna pokręcił głową.
- Eh... Następnym razem, albo bierzesz ze sobą leki, albo idziesz z kimś, ewentualnie, nie będziesz w ogóle nigdzie wychodzić. – Powiedział i usiadł obok niej na kanapie.
- Chyba nie karzesz mi cały czas siedzieć w domu? Przecież wszystko by było dobrze, gdyby nie ta piskliwa dziewczyna. – Odpowiedziała z obrzydzeniem na twarzy. Na samą myśl, o tym głosiku wprawiał ją w dreszcze. Bob chwilę patrzał na nią w bezruchu. Zastanawiał się co zrobić, co powiedzieć.
- Przykro mi, ale nie chcę ryzykować. – Powiedział ściszonym głosem i poszedł do kuchni. Dziewczyna siedziała z otwartą buzią, patrząc na miejsce, w którym siedział jeszcze mężczyzna.
- Nie... Nie możesz mi tego zrobić! Najlepiej jest zamknąć w domu i czekać aż umrę?! – Wrzasnęła zdenerwowana wstając i patrząc na wejście do kuchni. Jej ojczym wyłonił się z nich, z widocznym bólem na twarzy. – Ta choroba mnie niszczy, a ja mam coraz mniej czasu! Nie chcę siedzieć w domu i użalać nad sobą! Chcę zaszaleć i umrzeć, wiedząc, że wykorzystałam dobrze to życie! – Jej poliki były już dostatecznie mokre. Nastolatkowie, cały czas obserwowali całe zdarzenie. Wśród pięciu chłopaków, stała dziewczyna - blondynka, która z wielkim bólem wpatrywała się w to zajście. Kiedy tego słuchała, sama płakała, a jej przyjaciel, przytulał ją do swojego torsu.
- Nie umrzesz! – Krzyknął, a po chwili z jego oczu zaczęły lecieć łzy. – Nie możesz mi tego zrobić... Straciłem Twoją mamę, ale nie chcę stracić Ciebie. – Szepnął i ją przytulił.
- Ale wiesz, że kiedyś to nastąpi. A ja chcę powiedzieć na koniec, że moje życie było niezapomniane. – Westchnęła i oderwała się od mężczyzny. Bob uśmiechnął się szeroko, wiedząc, że Laura ma racje. Że powinna korzystać z życia.
- Więc idź się wyszalej, ale bez przesady. – Odparł, mając na myśli alkohol, narkotyki, papierosy, seks, itp. Ona doskonale wiedziała, że po tym nie miałaby miłych wspomnień. Chce się wyszaleć, ale kompletnie w inny sposób. Tylko, że nie ma z kim. – A wam, jeszcze raz dziękuję, że przywieźliście Laurę. – Zwrócił się do nastolatków.
- Nie ma sprawy. Może Laura, chciałaby pójść z nami na nasz koncert? Potem moglibyśmy porobić coś fajnego, oczywiście bez przesady. – Uśmiechnęła się dziewczyna, która już trochę opanowała swoje emocje. Bob skinął tylko głową, a brunetka trochę nieśmiało podeszła do nastolatków i wyszła z nimi z domu.
- No więc, Laura... Ja jestem Rydel, ten długowłosy brunet, to Rocky, najstarszy to Riker. Ryland zaś najmłodszy, ten blondynek, który Cie uratował, to Ross, a to jest nasz przyjaciel Ellington, ale mówimy do niego po nazwisku, czyli Ratliff. – Wymieniła wszystkich, wskazując dodatkowo dłonią.
- Hej wam. – Uśmiechnęła się bardziej pewnie. – Więc rozumiem, że jesteście zespołem? Jaki rodzaj muzyki gracie? – Zapytała ciekawa. Od zawsze interesowała ją muzyka.
- Robimy covery, ale mamy też własne piosenki i zazwyczaj jest to pop, rock... – Mówił Ross patrząc zainteresowany na brunetkę. Wszyscy doskonale się dogadywali. Mieli tysiące wspólnych tematów. Po kilku godzinach siedzenia u nich w domu i rozmawianiu, był czas na ich koncert. Podczas niego, Laura stała za sceną i im kibicowała. Jednak po chwili zdała sobie sprawę co zrobiła. Zaprzyjaźniła się. Kilka godzin wystarczyło, aby się zaprzyjaźnić, ale kilka chwil, aby się rozstać. Nie chciała tego robić. Wyszło tak, a ona myślała jak to odkręcić. Chciała, aby ci przyjaciele nie związali się z nią za bardzo. Wtedy ona będzie cierpieć i oni. Jednak nie wiedziała, że kogoś w sobie rozkochała. W pewnej chwili chłopak odwrócił swoją głowę podczas koncertu i uśmiechnął się do niej. Odwzajemniła gest, choć pragnęła nic nie robić. Przestać się z nimi coraz bardziej zżywać... Po skończonym koncercie, dziewczyna pogratulowała im występu, oraz poznała rodziców rodzeństwa. Byli równie zakręceni, jak nastolatkowie. A czas mijał... Oni byli coraz to bardziej przyjaciółmi, aż doszło do tego momentu...

- Pięć! Jest! Wygrałam! – Krzyczała, ruszając pionkiem do przodu o pięć pól. Po raz kolejny wygrała w planszową grę "Grzybobranie".
- Oszukiwałaś! – Krzyknął jej przeciwnik, oburzony jej kolejną wygraną. Ross Lynch i Laura Marano. Przyjaźnią się już 3 miesiące. Choć każdy wie, że ta ich przyjaźń wyszła poza margines.
- Nie bulwersuj się. To nie moja wina, że jestem w tym najlepsza! – Stwierdziła i wyszczerzyła się do blondyna. Ten jedynie wystawił jej język, a po chwili zaczęli się z siebie śmiać. – Nie ma to jak grać w dziecięce gry. – Powiedziała składając ją.
- I tak sądzę, że bym wygrał. – Odparł dumny i usiadł na łóżku. Dziewczyna podniosła jedną brew.
- Mówiłeś tak za każdym razem, jak przegrałeś. – Przypomniała, a ten tylko machnął ręką. Laura odłożyła grę na półkę i usiadła obok chłopaka. Siedzieli w ciszy. Chłopak po chwili zaczął szturchać ją lekko ramieniem. Ona zaczęła oddawać. I to szturchanie, przerodziło się w łaskotanie się nawzajem. Oczywiście, to Ross górował nad Laurą. Brunetka leżała na podłodze, a chłopak nad nią podpierał się dwoma rękami, trzymając jej dłonie.
- Przeproś. – Powiedział patrząc w jej oczy. Dziewczyna zaśmiała się.
- Za co? – Prychnęła nie dowierzając.
- Tak po prostu. – Na jego twarzy pojawił się ogromny banan. Oczywiście, nie dostał bananem, tylko uśmiechnął się szeroko, co spowodowało kolejny napad śmiechu brunetki.
- To będzie wyrzucanie słów na wiatr. – Stwierdziła po kilkusekundowym śmiechu.
- Ty często wyrzucasz słowa na wiatr. – Zaśmiał się Ross, a ona zmarszczyła nos.
- Wcale, że nie. – Obrażona odwróciła głowę. Chłopak podniósł jedną brew. Ta na niego spojrzała i westchnęła. – Dobra, wiem. Czasem za dużo gadam, ale to z przyzwyczajenia. Mam tak po mamie. – I w tej chwili jej myśli znowu powróciły. To, że za kilka miesięcy, może tygodni, albo nawet dni, może umrzeć. Może umrzeć nawet za kilka godzin, minut, czy sekund... To wszystko dzieje się tak nagle. Była ostatnio w szpitalu i lekarze powiedzieli, że ma coraz mniej czasu. To znaczy, że za niedługo wszystkich opuści. W jednej chwili poczuła, że chłopak puszcza jej nadgarstki, a ona zdała sobie sprawę, że płakała.
- Lau, nie możesz o tym myśleć. – Powiedział siadając obok niej. Podniosła się i otarła łzy. Spojrzała mu w oczy, a on jej. – Życie to ciągła gra, czy walka, którą nie zawsze jesteśmy w stanie wygrać. – Szepnął, nie odrywając od niej wzroku. Co chwilę ich rozstęp, zmniejszał się co milimetr. Milimetr po milimetrze, byli coraz bliżej... Zaczęli oddychać szybciej i w tym samym rytmie, co spowodowało, że ich oddechy zaczęły się mieszać. Ostatnie spojrzenie w oczy i... Połączenie w jedno. Złączyli się w ciszy, którą zagłuszała cicha muzyka, dobiegająca z wieży. Kilka sekund później ponownie spojrzeli sobie w oczy. Laura wiedziała, że go zraniła. Że teraz to on będzie cierpieć bardziej, niż ona. Odwróciła głowę w drugą stronę. Teraz pragnęła cofnąć czas...
- Przepraszam. – Szepnęła, a z jej oczu zaczęły spadać kropelki słonej wody.
- Za co? – Zdziwi się, a ona odwróciła do niego głowę. Kręciła przecząco głową, nadal płacząc.
- Za to, że się nie powstrzymałam. Za to, że jesteśmy przyjaciółmi i za to, że się poznaliśmy. – Mówiła szlochając. Blondyn nie bardzo rozumiał o co chodzi. – Zraniłam Ciebie, Rydel, chłopaków... Nawet swojego ojczyma...
- Laura, o czym Ty mówisz? Ja jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Gdybym Cię nie poznał, nie wiedziałbym co to miłość! – Odparł chłopak, ocierając jej łzy.
- A teraz pomyśl, że umrę. – Jej słowa, od razu opanowały całe ciało chłopaka. Nie wiedział co zrobić. Te słowa go sparaliżowały. – Ja umrę, a Wy będziecie cierpieć. – Oznajmiła drżącym głosem.
- Dlaczego ciągle o tym myślisz? To Cię niszczy. Ta myśl nie daje Ci spokoju, co powoduje, że nie cieszysz się teraźniejszością. – Powiedział znowu patrząc jej w oczy. – A ja mimo tego wszystkiego zakochałem się w Tobie. – Kiedy brunetka usłyszała te słowa, spojrzała na blondyna zdziwionym, lecz szczęśliwym wzrokiem.
- Nie. Nie możesz. Ross, ja umrę, ja... – Wstała i zaczęła mówić, ale chłopak szybko jej przerwał pocałunkiem. Laura, jako pierwsza przerwała tę czynność, aby powiedzieć tylko parę, krótkich słów. – Masz rację. Olejmy to co będzie się działo. Jesteś blisko mnie, więc mogę nawet dziś umierać. – Szepnęła i tym razem to ona wykonała pierwszy ruch. Teraz byli najszczęśliwszymi osobami na świecie...

- Co z nią? – Zapytał padnięty blondyn. Oczy miał podkrążone z niewyspania. Stał właśnie przed pokojem szpitalnym dziewczyny, skąd wyszedł lekarz.
- Myślę, że jej czas tutaj dobiega końca... – Zwrócił się do wszystkich. – Możecie tam wejść, ale proszę nie hałasować. – Wszyscy ze łzami w oczach otworzyli drzwi. Brunetka leżała na łóżku, wpatrując się w taras. Odwróciła się do nich, i uśmiechnęła smutno. Była blada jak ściana. Usiedli przy jej łóżku. Było tam całe rodzeństwo Lynchów, ich rodzice, Ellington, oraz ojczym Laury. Jako pierwsza podeszła do niej Rydel.
- Jak się trzymasz? – Pomasowała ją po ramieniu.
- Jakoś... – Uśmiechnęła się. – Jesteś najlepszą przyjaciółką, jaką kiedykolwiek spotkałam.
- Ty moją również. – Przytuliły się mocno. Blondynka zaczęła płakać, po czym wtuliła się w ramię Ratliffa. Następne było całe rodzeństwo, oprócz Rossa, rodzice i przyjaciel. Każdy płakał. Przedostatni podszedł do niej Bob. Uśmiechnął się lekko i pocałował ją w czoło.
- Kocham Cię. – Szepnął i pogłaskał jej policzek. Dziewczynie więcej nie trzeba było, aby wiedzieć, że to najwspanialszy, choć nie jej biologiczny, tata. Uśmiechnęła się do niego,a ten odszedł, aby najważniejsza dla niej osoba, podeszła. Przed jej oczyma pojawił się chłopak, który odmienił jej życie. Chciałaby spędzić z nim resztę swojego życia, ale jednak nie wygrała tej walki, aby to zrobić. Podszedł do niej i przytulił tak mocno, że dziewczyna nie mogła oddychać.
- Właśnie tego nie chciałam... Żebyś cierpiał... – Szeptała mu do ucha. Spojrzał na nią, a z jego oczu zaczęły płynąć szybkim strumykiem łzy. – Przepraszam... Ale pamiętaj, że zawsze jestem przy Tobie... Kocham Cię... – To były jej ostatnie słowa. Zamknęła powoli oczy a on siedział na podłodze, trzymając głowę na łóżku, obok jej twarzy. Wpatrywał się w nią, nadal szlochając. Wszyscy dookoła usłyszeli głośne i przedłużone "piii.....".
- Nie Laura! Nie możesz! – Mówił i płakał jednocześnie. – Nie możesz mnie zostawić... – Szepnął ciszej i wtulił się w jej włosy. Nie mógł powstrzymać łez...

To była ta jedyna. Codziennie przychodził na jej grób i opowiadał o swoich codziennych sprawach. Wyobrażał sobie, że przy każdym śmiesznym zdaniu, marszczy nosek i uśmiecha się do niego. Żył tak, jakby ona była z nim... Bo była.

czwartek, 16 października 2014

Brak weny = brak rozdziału :(

Przepraszam. Minął miesiąc a na moim blogu brak nowego rozdziału. Nie mam po prostu weny do pisania. Mam jakieś gorsze dni. I wcale nie chodzi tu o szkołę, bo nie mam jakoś dużo zadane, czy coś. Chodzi tylko i wyłącznie o brak weny. Ostatnio mi jej brak, coraz częściej. Przecież widzę, że większości osób nie podobał się ten ostatni rozdział (wiem, że był bez sensu)... No cóż. Leżę, słucham muzyki, oglądam jakieś filmiki o Rossie, czy Laurze i próbuję coś wymyślić. Niestety nic to nie pomaga. Nadal brak mi tej weny, którą miałam gdy zaczynałam pisać. I zastanawiam się czy nie zawiesić bloga... blogów. Was jak i mnie denerwuje to, że widać na tym blogu pustkę (na tym drugim też, ale to pisałam, że jak zakończę tego, zacznę pisać tam). Cholernie was przepraszam. Wolicie żebym zawiesiła? Czy raczej będziecie czuwać i poczekacie może jeszcze kilka dni, aż coś mnie oświeci? Nie wiem.. Jak wolicie.. Już dużo osób nie komentuje rozdziałów i to kolejny powód dla którego myślę, czy to w ogóle ma sens (wcale się nie dziwię, bo rozdziały są za przeproszeniem do dupy)  - chociaż jeszcze 2 rozdziały i zakończę tego bloga.. Ale i tak was potrzebuje do motywacji! Nie ważne, że mnie skrytykujecie. Ja was potrzebuję...
Czekam na wasze opinie w sprawie powyższych pytań. Mam nadzieje, że mi doradzicie co i jak.. Każda opinia jest dla mnie ważna. Nigdy nie przeoczyłam żadnego komentarza. I chciałabym podziękować za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem.
Przepraszam i dziękuję z góry za wszystkie komentarze, które się tutaj pojawią ❤
Pozdrawiam,
Willk ✌

piątek, 26 września 2014

Rozdział 28

OSTRZEŻENIE! MOGĄ POJAWIĆ SIĘ BŁĘDY, PONIEWAŻ CAŁY ROZDZIAŁ PISANY NA TELEFONIE! :) MIŁEGO CZYTANIA ♥

*Oczami Laury*
A jakie było moje zdziwienie, kiedy otworzyła mi blondynka w samym szlafroku.
- Em... Hej, jestem Laura, a Ty pewnie Rydel - Wystawiłam do niej dłoń w nadziei, że ją uściska.
Ona jednak obejrzała mnie od stóp do czubka głowy i spojrzała na mnie z grymasem na twarzy.
- Co ty pieprzysz kotku? Ja jestem Hannah, a nie żadna Srydel. Chyba sobie osoby pomyliłaś - Parsknęła śmiechem.
- Ale... - Zdziwiłam się - Ty przecież jesteś Rydel, siostra Rossa...
- Siostra? To mój chłopak kochaniutka - Oparła się o drzwi.
- Co? - Zdziwiona, odsunęłam się od dziewczyny.
- Nie wierzysz? Poczekaj... Ross! Cukiereczku, podejdź tu na moment! - Krzyczała w głąb domu.
Po chwili na korytarzu pojawił się blondyn... bez koszulki. Moje oczy momentalnie się rozszerzyły.
- Kochanie, wytłumacz tej pani kim ja dla Ciebie jestem, bo nie rozumie - Wskazała na mnie palcem, a blondyn dopiero teraz mnie zobaczył.
- Cholera, Laura... - Zaczął ale mu przerwałam.
- Nie! Mam tego dość, rozumiesz? Mam dość - Szepnęłam ze łzami w oczach i zbiegłam ze schodów.
- Zaczekaj! - Krzyknął za mną, a po chwili poczułam dłoń na nadgarstku.
- Nie dotykaj mnie! - Wrzasnęłam i wyrwałam rękę.
- Daj mi wytłumaczyć... - Znowu mu przerwałam.
- Koniec! Koniec tłumaczenia i proszenia mnie o wybaczenie! - Z każdym słowem wylewałam z siebie gigantyczną falę łez - Mam dosyć tego, że cały czas próbujesz mi wmówić, że to mnie kochasz! Nie musisz mnie okłamywać, bo ja już doskonale wiem jaka jest prawda - Podeszłam bliżej niego i spojrzałam mu w oczy - Mam dość, rozumiesz?
Odwróciłam się i odeszłam parę kroków.
- A co z nami?! - Krzyknął za mną.
- Co z nami?! - Podeszłam do niego w szybkim tempie - Nie widzisz, że już nie ma żadnych nas?! "My" to przeszłość. To koniec, Ross...
- Nie, nie mów tak - W jego oczach dostrzegłam łzy, które po chwili spływały po jego policzkach.
- Ja już nie mogę tak dłużej... To koniec. Nie próbuj za mną iść - Szepnęłam i odeszłam.
- Laura, błagam! - Słyszałam jak łka.
Zacisnęłam zęby i z płaczem szłam przed siebie. Nie mogłam się odwrócić. Nie mogłam.
- Laura! - Wrzeszczał za mną, nadal płacząc.
A ja z wielkim bólem w sercu, szłam zaciskając pięści. Chciałam się odwrócić, ale wtedy usłyszałam głos w mojej głowie: "nie rób tego". I nie zrobiłam. A o uszy obijał mi się jego krzyk i łkanie. Ale spełnił moją prośbę... nie szedł za mną. I za to byłam mu wdzięczna...
Weszłam na posesję pani Stormie i zabrałam swoją walizkę. Wzięłam karteczkę i napisałam na niej kilka słów, kierowanych do kobiety...

"Dziękuję za to, że przygarnęła mnie pani pod swój dach. Do końca życia będę pani wdzięczna... ~ Laura"

Obok karteczki położyłam klucze i wychodząc zatrzasnęłam drzwi. Westchnęłam ciężko, po czym ze łzami w oczach opuściłam posesję idąc w stronę parku.
Niewiele myślałam przez ten czas. Ale kiedy usiadłam pod drzewem, zaczęłam beczeć. Beczeć jak niemowlę, któremu właśnie zabrano smoczek. Ludzie? Nie przejmowałam się nimi, choć tak wielu na mnie patrzało. A ja nic tylko płakałam. Płakałam, ponieważ nie miałam sił. Nie mogłam uwierzyć w kolejne kłamstwo Rossa, które rozbiło mi serce. Przecież mówił, że już nigdy mnie nie okłamie... nie wybaczę mu tego. Jednak jego płacz...
"Nie! Zranił Cię przecież! Chcesz mu ponownie wybaczyć?!" - odezwał się głos w mojej głowie... Nie chcę. Nie mogę. Nie potrafię...
Tak bardzo chciałabym nie pracować tamtego dnia, w którym go poznałam...
Tak bardzo chciałabym nie spotkać go na urodzinach Monic...
Tak bardzo chciałabym nie dać się mu uwieść...
Tak bardzo chciałabym nie zakochać się w tym człowieku!
Myślałam że się zmienił. Że chociaż trochę mnie kocha. Ale co ja sobie myślałam?! Przecież tacy ludzie nigdy się nie zmienią. Ale on był taki troskliwy. Czy ja coś zrobiłam źle, że postanowił iść do innej? Tak, może to moja wina, a nie jego. W końcu to ja cały czas wszczynałam kłótnie. Myślałam tylko o tym, żeby mi było dobrze.
Ale to i tak nie zmienia faktu, że nie powinien mnie zdradzać, a do tego jeszcze okłamywać, prawda?
- Laura - Usłyszałam cichy głos.
Podniosłam wzrok, a mnie ukazała się blond czuprynka. Jego policzki były całe mokre, natomiast oczy całe czerwone.
Wstałam i chwyciłam walizkę. Kiedy chciałam odejść poczułam rękę na swojej dłoni, a potem ucisk na całym ciele. Chłopak przygniatał mnie swoim ciałem do drzewa. Spojrzałam mu w oczy.
- Możesz mnie puścić? - Syknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Nie, dopóki mnie nie wysłuchasz - Powiedział łamiącym się głosem.
A kiedy zobaczył mój grymas na twarzy, lekko poluźnił uścisk.
- Nie mam zamiaru Cię słuchać - Warknęłam, próbując się wydostać.
- W takim razie ja nie mam zamiaru Cię puszczać - Odparł łagodnym głosem.
- Dobra gadaj, bo nie mam całego dnia - Odwróciłam głowę, aby nie patrzeć mu w oczy.
- Ta dziewczyna ma na imię Hannah, a teraz musisz mi uwierzyć... - Zaczął ale mu przerwałam.
- Jak ja mam Ci do cholery uwierzyć, jak Ty cały czas mnie okłamujesz?! - Wrzasnęłam, a parę oczu zwróciło się na nas.
- Na co się gapicie?! Nie macie innych rzeczy do roboty?! - Warknął w ich stronę, a po chwili jego wzrok znowu zatrzymał się na moich oczach - Posłuchaj...
- No chyba nie mam innego wyjścia - Mruknęłam pod nosem.
- ... to moja była, która teraz szantażuje mnie tym, że jeżeli nie będę z nią to ona Cię skrzywdzi! Miałem kiedyś dziewczynę, którą prawie zabiła! To chyba jasne, że nie chcę, aby Ciebie spotkało to samo. Po prostu chcę żebyś była bezpieczna. Martwię się tym co ona mogłaby Ci zrobić - Szepnął, a na twarzy poczułam jego ciepły oddech.
- Czyli tak się o mnie martwisz, że aż mnie zdradzasz i do tego mówisz, że to jest jakaś twoja siostra?! Ciebie chyba do reszty pojebało! - Krzyknęłam oburzona.
- Kurde Laura... Ty wiesz, że Cię kocham. Ja bez Ciebie nie istnieję, zrozum - I ponownie w jego oczach pojawiły się łzy.
Wygląda to tak, jakby brał mnie na litość.
- A Ty zrozum, że to nie jest dla mnie proste. Co byś zrobił, gdybym to ja Cię zdradziła? - Zapytałam, jednak nie otrzymałam odpowiedzi - No właśnie. A ja po tych wszystkich kłamstwach, nie potrafię już Ci wybaczyć i zaufać. Nie wiem co się stało... Kiedy tak bardzo się od siebie oddaliliśmy. Ale wiem, że to już koniec i widocznie tak miało być.
Po zakończeniu mojej długiej mowy, Ross już nie upierał się, kiedy próbowałam wyswobodzić się z jego uścisku. Puścił mnie i patrzał tymi smutnymi oczami, pełnymi łez. Widziałam w nich uczucie, którego jeszcze nigdy u Rossa nie zobaczyłam... To był lęk. Ale przed czym?
Odeszłam od niego bez słowa, jednak coś kazało mi jeszcze zawrócić. I zrobiłam to. Podeszłam do niego i pocałowałam go w jego miękkie usta. Ostatni raz. Na pożegnanie. Jednak nadal czułam te iskry. Nadal czułam, że go kocham.
Odezwałam się od niego i spojrzałam w oczy. Mimo moich próśb, które kierowałam do mózgu i serca, zaczęłam płakać. A tak bardzo nie chciałam. Odwróciłam się od niego i zrobiłam parę małych kroków, kiedy usłyszałam jego cichy, uroczy głos...
- Kocham Cię - Szepnął blondyn.
Ja tylko na moment się zatrzymałam, ale po chwili ruszyłam do przodu. Chciałam udawać twardą. Jednak nie mogłam, w takiej chwili nie potrafiłam. Zapomniałam o głupiej walizce. Po prostu szłam do przodu, a po chwili mój chód przeradzał się w bieg. I biegłam. Biegłam tam, gdzie nogi mnie poniosą. Nieważne gdzie... Byleby być samemu.

*Oczami Rossa*
I spieprzyłem wszystko. Dlaczego ja jestem taki głupi?! Dlaczego zawsze muszę coś namieszać?! Zawsze! To już nie chodzi o to, że ją okłamałem, chociaż tego też powinienem się wstydzić. Chodzi o to, że ją straciłem. Na zawsze ją straciłem! Jestem dupkiem bez serca. Byłem tak pochłonięty tym, że Laura już nie będzie dociekać dlaczego tak znikam, że nie pomyślałem o tym, że postanowi spotkać się z Hannah. Byłem idiotą myśląc, że jest już wszystko dobrze. Zupełnie nie zdałem sobie sprawy z tego, co będzie gdy Laura dowie się jaka jest prawda.
Nie! Ja nie mogę dać jej odejść. Przecież ja się zabiję, gdy jej przy mnie nie będzie. Ale ona mi nie wybaczy! Co ja mam zrobić?! Stałem patrząc się na biegnącą gdzieś w oddali dziewczynę. Zrezygnowany, kiedy chciałem się odwrócić, wpadłem na jej walizkę. Nie wiem po co mi była, ale ją wziąłem i poszedłem do domu. Kiedy tam dotarłem, zastałem swoją mamę siedząca przy stole ze łzami w oczach.
- Mamo? - Zapytałem trochę przestraszony.
- Widziałeś się z Laurą?! - Zapytała na starcie, zrywając się z miejsca - Napisała karteczkę, że dziękuje za gościnę. Jej rzeczy zniknęły, wiesz co się z nią dzieje?
- Ona... - Zacząłem, ale od razu wybuchnąłem płaczem.
Kobieta podeszła do mnie i przy przytuliła. Nie wiedziała o tym, że to wszystko przeze mnie, a ja nie będę przed nią tego ukrywać. To w końcu moja mama.
- Co się stało? - Zapytała troskliwie.
Więc kazałem jej usiąść i zacząłem opowiadać o tym wszystkim. O Hannah, o kłamstwie, o zdradzie... I o tym, że Laura ze mną zerwała.
Cały czas płakałem. Nie było takiego momentu, w którym nie uroniłem łzy. A moja rodzicielka cały czas słuchała i próbowała pocieszyć.
- Och Ross... - Skomentowała na koniec i znowu pozwoliła mi się do niej przytulić.
- Ja nie chcę jej stracić. Kocham ją nad życie. Ona jest moim powietrzem, nie dam rady bez niej, rozumiesz? - Łkałem mamie w ramię.
- Ross, posłuchaj mnie - Podniosła moją głowę i spojrzała mi w oczy - Prawdziwa miłość przetrwa nawet te najgorsze burze, ale nigdy, nic jej nie zniszczy.
- Masz rację, ale... Laura, ona... - Zacząłem, nadal wylewając z siebie słoną wodę.
- Kochanie, ciężko jest wybaczyć zdradę i coś o tym wiem, ale to nie powód żeby się załamywać. Skoro nie możesz do niej dotrzeć słowami, spróbuj inaczej wyrazić to co do niej czujesz. Jeśli ją kochasz, będziesz umiał zrobić wszystko, aby ona była szczęśliwa, prawda? - Zapytała jakby to było oczywiste i po prostu wyszła z kuchni, zostawiając mnie samego z myślami.
Mama ma rację. Zrobię dla niej wszystko i nic nie jest w stanie mnie powstrzymać.

*Oczami Laury*
Stałam właśnie na małym moście, rozmyślając nad moim życiem. Rodziców nie mam, siostra mnie okłamywała (chociaż to nie jest do końca jej wina), Ross mnie okłamał, a do tego jeszcze zdradził, a Monic...? Ostatnio zupełnie nie mam z nią kontaktu. Kiedyś byłyśmy nierozłączne, a teraz? Nawet nie wiem co u niej, jak z Hugonem... Kompletnie ją olałam. Ostatnio trochę tylko pogadałyśmy. Ale ja tylko nawijałam o sobie. Jestem okropną przyjaciółką.
Moje życie to jedna wielka porażka. Chciałabym cofnąć czas... Chociaż... Co by to dało? Ellen i Damiano i tak w końcu powiedzieli by mi o tym, że jestem adoptowana, a na Rossa i tak bym kiedyś wpadła. Co to za różnica czy teraz czy później, skoro wszystko pewnie potoczyłoby się tak samo.
Koniec końców i tak by to wszystko chuj strzelił i zostałabym sama.
- Lau?! - Usłyszałam znajomy krzyk.
Odwróciłam głowę, a w moim kierunku zmierzała czarnowłosa dziewczyna.
- Hej, jak tam? - Zapytała, gdy znalazła się obok mnie.
- Źle, cholernie źle - Szepnęłam i usiadłam wygodnie pod barierką.
- No widzę właśnie. Wiesz... Chciałabym, zresztą rodzice też, żebyś wróciła już do domu - Usiadła obok mnie.
- Ja nie mam rodziców. Poza tym, nie chcę tam wracać. Nie po tym jak potraktowali Rossa - Odparłam i jęknęłam, gdy tylko wypowiedziałam imię blondyna.
- Rozumiem Cię...
- Nie, właśnie nie rozumiesz! Niedawno straciłam rodziców, teraz straciłam Rossa, i do tego jeszcze Monic, którą strasznie zaniedbuję! Ja chcę umrzeć! Rozumiesz? Ja chcę do cholery umrzeć! - Wrzasnęłam i wtuliłam się w siostrę.
Płakałam tak głośno, że ptaki zaczęły odlatywać z pobliskich drzew.
- Cii... Kochana cicho - Szeptała mi do ucha dziewczyna.
Dziewczyna, która zawsze była gdy jej potrzebowałam, oprócz Monic oczywiście. O wilku mowa. Rudowłosa właśnie nas zauważyła i zmierzała w naszym kierunku.
- Hej kochane, Lau co się stało? - Zapytała klęcząc przy mnie.
- Monic, przepraszam Cię. Tak cholernie Cię przepraszam - Zaczęłam się do niej tulić.
- Ale za co Ty mnie przepraszasz? Kochana nie płacz - Mówiła, głaskając mnie po włosach.
- Za wszystko - Odparłam, uśmiechając się smutno.
- Daj spokój. Ach, macie ochotę na imprezkę? A szczególnie Ty, Lau? Może trochę odreagujesz? - Zapytała, pomagając mi wstać.
- Wiesz co? Ja z chęcią. Lau, co Ty na to? - Siostra zwróciła się do mnir.
- No nie wiem - Odparłam trochę zakłopotana.
- Wiemy, że nie lubisz takich imprez, ale zobaczysz, będzie fajnie - Monic posłała mi szczery uśmiech.
- No niech stracę - Odparłam zrezygnowana.
W sumie to może być fajne.. I nagle wydawało mi się, że dziewczyny puściły sobie oczka. Albo po prostu mam omamy i tyle. No bo chyba w takim momencie nie ukrywałyby nic przede mną, prawda? Prawda...?

*Oczami Rossa*
Okay, prawie wszystko jest gotowe. Postanowiłem, że zaśpiewam Laurze piosenkę. Ale nie taką zwykłą... Napisaną prosto z serca przeze mnie. Wynająłem na dziś knajpę, gdzie pierwszy raz zobaczyłem brunetkę. To tam gdzie pracowała, a ja jej w tym przeszkadzałem. Ygh... Jak sobie przypomnę, jakim byłem wtedy głąbem.
Ale wracając... Zrobię koncert niby dla ludzi, ale będzie to piosenka wyłącznie dla dziewczyny moich westchnień, która śni mi się po nocach. Zadzwoniłem więc do Monic poinformować ją o wszystkim i żeby ta zadzwoniła jeszcze do Vanessy, aby przekazać jej cały plan. Dziewczyny mają się spotkać, a później pod pretekstem "odreagowania", mają zabrać ją na imprezę.
A dalej jak to się potoczy, no cóż... Kocham ją i będę robił wszystko aby mi wybaczyła.
A co do Hannah... Śmieszna sprawa. Powiedziałem jej, że to koniec, a ona się na mnie rzuciła. To było wszystko przed jej domem, więc sąsiedzi gdy zobaczyli co odwala, zadzwonili do psychiatryka i zabrali ją w kaftanie bezpieczeństwa. Potem się dowiedziałem, że jest skazana za nękanie mnie i prześladowanie. Nie wiem kto im tak powiedział, ale i tak wyszło na lepsze, bo ta wariatka sobie trochę posiedzi, zanim wyjdzie na wolność. I żeby było bezpieczniej, wysłali ją do Las Vegas z dala ode mnie.
To nie zmienia jednak faktu, że wszystko skończy się szczęśliwie. Mam nadzieję, że Lau i wybaczy, choć sam bym sobie nie wybaczył. I zrozumiem ją,  ale nie odpuszczę. Będę walczyć, chociażby do końca mojego życia.
Poza piosenką, jest jeszcze jedna niespodzianka, ale ta jest strasznie ważna i to ona zadecyduje o wszystkim...

*Oczami Laury*
- Dziewczyny, daleko jeszcze? - Zapytałam i co chwilę poprawiałam sukienkę, w którą ubrały mnie dziewczyny i która cały czas podciągała mi się do góry.
- Nie marudź. Zaraz będziemy na miejscy - Powiedziała Van i uśmiechnęła się przebiegle w stronę Monic.
- Dobra dziewczyny! Nie wiem co knujecie, ale ja nie mam nastroju na żarty - Powiedziałam oburzona i znowu poprawiłam sukienkę.
- Nie martw się. Wszystko będzie okay - I znowu te uśmiechy.
Yhh jak one mnie denerwują!
- Zobacz jesteśmy - Monic wskazała na knajpę.
- To od kiedy tu są imprezy? - Zdziwiłam się, widząc swoje miejsce pracy.
- Nigdy. Ta jest wyjątkowa. Chodź - Van pociągnęła mnie za rękę.
One coś knują! Ja to wiem! Weszliśmy do pomieszczenia, które teraz wyglądało jak bar. Ale powiem szczerze... Fajnie tutaj! Podeszliśmy do baru.
- To co? Po piwku? - Zapytałam na starcie.
Dziewczyny spojrzały na mnie jak na kosmitkę.
- Ej, no chyba miałam odreagować. Jak nie chcecie to spoko - Oburzyłam się i odwróciłam w stronę barmana - Jedno duże piwo poproszę.
Chłopak nic nie powiedział tylko zaczął napełniać szklankę. Kogoś mi przypominał, jednak cały czas miał spuszczoną głowę, więc nie mogłam mu się przyjrzeć. Kiedy skończył nalewać, podał mi szklankę. A jak chciałam ją chwycić, ktoś nagle odciągnął mnie od baru.
- Co jest?! - Warknęłam w stronę dziewczyn.
- Zaraz zacznie się koncert - Odparła Monic, nawet nie zaszczycając mnie wzrokiem.
- Co? Jaki koncert? - Zdezorientowana odwróciłam głowę w tą stronę co wszyscy.
Nagle wszędzie zgasły światła, tylko jeden reflektor świecił i padał właśnie na barmana. Chłopak zrzucił czapkę i szybkim ruchem wskoczył na blat. A kiedy zobaczyłam kto to, momentalnie moje źrenice się powiększyły.
- Witam państwa bardzo serdecznie na specjalnym koncercie, który ma być dla pewnej wyjątkowej osoby - Zaczął, a na mnie nagle padło światło.
Zaczęłam "zasłaniać" reflektor, tak żebym mogła cokolwiek widzieć, chociaż wiedziałam, że to nic nie da bo reflektor znajduje się jakieś 25 metrów dalej i wyżej. Udało mi się jednak spojrzeć na blondyna, wpatrującego się we mnie. Zrobiłam zdziwioną minę.
- Tak, o Tobie mówię Laura. I chciałbym Ci coś zaśpiewać... - Powiedział a w tle usłyszałam muzykę.
Spojrzałam na przyjaciółkę i siostrę, bo właśnie coś do mnie dotarło... To było wszystko ukartowane! Dziewczyny posłał mi tylko przepraszający uśmiech. Odwróciłam głowę z powrotem do Rossa. Zaczął powoli śpiewać...

I played it safe,
I kept my foot up on the brake
I never really took a chance in life
and didn’t live for today
Oh girl and then I met you
Open my eyes to something new
You know you set me free like no one else
And got me acting a fool

Don’t you know…
You changed my life, girl 'cause now I'm livin'
And it feels so right, yea
You got my heartbeat pumping and it’s going insane,
You got me jumping out aeroplanes
Woah... That’s whyyy
I’m crazy, it’s true, Hey!
Crazy for you.
You got my base jump living and I can’t look down
You know you short circuit my brain
Woah
I can't lieee
I'm crazy, it's true, Hey!
Crazy for You

Midnight dipping in the pool
Or sneaking out up on the roof
You’re unpredictable and girl that’s what,
Thats what I love about you
Oooooo....

Don’t you know…
You changed my life, girl 'cause now I'm livin'
And it feels so right, yea
You got my heartbeat pumping and it’s going insane,
You got me jumping out aeroplanes
Woah... That’s whyyy
I’m crazy, it’s true, Hey!
Crazy for you.
You got my base jump living and I can’t look down
You know you short circuit my brain
Woah
I can't lieee
I'm crazy, it's true, Hey!
Crazy for You

I didn’t lose my mind when I fall for you
Without a parachute
And I’m gonna love you girl like you never knew
Woah oh

Don’t you know…
You changed my life, girl 'cause now I'm livin'
And it feels so right, yeaaaaaaaaa
You got my heartbeat pumping and it’s going insane,
You got me jumping out aeroplanes
Woah... That’s whyyy
I’m crazy, it’s true, Hey!
Crazy for you.
You got my base jump living and I can’t look down
You know you short circuit my brain
Woah
I can't lieee
I'm crazy, it's true, Hey!
Crazy for You

I'm crazy, it's true
Crazy for You

Chłopak stał blisko mnie, patrząc mi głęboko w oczy. Nie mogłam uwierzyć. Momentalnie zachciało mi się płakać. A kiedy myślałam, że to już wszystko...
- Kocham Cię Lau i chciałbym spędzić z Tobą resztę mojego życia - Blondyn przede mną uklęknął i wyciągnął małe pudełeczko z kieszeni.
A ja zakryłam usta dłonią. Nie mogłam pojąć co się właśnie ma wydarzyć...
______________________________
Witam wszystkich i od razu przepraszam, że tak długo mnie nie było. Szkoła... ale teraz jestem chora i miałam czas napisać rozdzialik. Napisałam coś nowego... Co mnie bardzo dziwi, bo zwykle nie popieram imprez tego typu. Jednak wysłałam na nią Laurę i chyba już wiecie dlaczego ^^
Mam nadzieje, że nie zrobiłam dużo błędów, a jeśli tak, to najmocniej przepraszam, ale mam zaprogramowaną autokorektę, więc pewnie parę słów może być inna niż powinna być :)
Pozdrawiam
~ Willk ♡

niedziela, 7 września 2014

Rozdział 27

*Oczami Laury*
Odwróciłam głowę w jego stronę.
– No siemka – Uśmiechnął się, ale gdy ujrzał moje czerwone oczy od płaczu, szybko ten uśmiech mu zszedł z twarzy – Płakałaś?
Ja natomiast szybko wstałam i omijając go, pobiegłam na górę. Jak można być takim świnią! Nienawidzę go! Nie dość, że mnie okłamał, to jeszcze zdradził! Zaczęłam się pakować, a po chwili zamknęłam walizkę. I gdy wyszłam na korytarz, aby zejść na dół, drogę zagrodził mi Ross. Próbowałam go ominąć, a ten nie miał zamiaru mnie przepuścić.
– Lau, co się stało? – Zapytał łagodnym i ciepłym głosem.
O nie! Ja się już na to nie nabiorę. Nie odzywając się do niego, użyłam całej swojej siły, aby go odepchnąć, po czym szybko zbiegłam na dół. Ubrałam czym prędzej trampki i ponownie, gdy miałam wychodzić, poczułam dłoń na swoim nadgarstku. Odwróciłam się i spojrzałam mu w oczy. Pragnęłam się teraz do niego przytulić, ale to przecież niemożliwe. To on sprawił, że czuję się tak, jakby ktoś wyciągnął serce z mojej piersi i je zdeptał, a potem wsadził z powrotem.
On patrzał na mnie, jakby naprawdę nie wiedział o co chodzi.
– Słuchaj... ja już wszystko wiem. Nie musisz już nic przede mną ukrywać – Powiedziałam i otworzyłam drzwi.
– O czym Ty mówisz? – Usłyszałam za sobą.
Westchnęła ciężko i znowu na niego spojrzałam.
– Ty naprawdę udajesz takiego idiotę? – Nie dowierzałam już całkiem.
– Kurde, Lau! O co Ci chodzi? – Zapytał zdziwiony.
– O tą dziewczynę z którą się całowałeś. Jeszcze mam Ci tłumaczyć o co chodzi, czy już rozumiesz? – Wyszłam z domu, kierując się do furtki.
– Laura, zaczekaj! – Krzyczał za mną, a ja ze łzami w oczach, szłam z uniesioną głową.
Trzasnęłam furtką i ruszyłam przed siebie. Gdzie ja teraz pójdę? "Rodzice" mieli rację. Nie powinnam w ogóle ufać blondynowi. On nigdy mnie nie kochał, a ja nie chcę cały czas marnować swojego czasu na kogoś kto i tak mnie nie szanuje. A mimo to ZNOWU usłyszałam jego głos.
– Laura, cholera jasna, zaczekaj! – Krzyknął głośno, przez co parę osób zaczęło się mu przyglądać.
Zatrzymałam się i odwróciłam. Chłopak po chwili do mnie dołączył.
– Czego chcesz? – Zapytałam, ledwo powstrzymując łzy.
– Posłuchaj mnie. To nie tak... – Zaczął, ale od razu mu przerwałam.
– No jasne. Bo całowałeś się z nią nie tak jak myślę? – Prychnęłam zdenerwowana.
– To jest moja siostra! – Wrzasnął, a parę osób ponownie na niego spojrzało.
Przez chwilę stałam w bezruchu, nie rozumiejąc co on do mnie powiedział.
– Ale przecież... Ona Cię pocałowała – Odparłam szeptem.
– Nie wiem co widziałaś, ale pocałowała mnie TYLKO w policzek – Powiedział spokojniej.
– Okay, ale... nadal nie rozumiem dlaczego mnie okłamywałeś! Dlaczego wcześniej nie powiedziałeś, że to była Twoja siostra? W ogóle... Jak to? Ty masz siostrę? – Oszołomiona puściłam walizkę.
– Wróć ze mną do domu, wszystko Ci wyjaśnię – Odparł, biorąc moją walizkę. Ja jednak się nie ruszyłam – Chodź.
Patrzałam na niego lekko zdziwiona. Nie wiedziałam czy ufać w to co mówi. Wiele razy mnie okłamał, teraz również może. A jeśli mówi prawdę? Dlaczego ja mam z nim ciągle same problemy! Ciągle boję się mu zaufać.
Skinęłam w końcu głową i podążyłam za nim do domu Lynchów. Kiedy znaleźliśmy się w środku, poszliśmy od razu do pokoju chłopaka. Usiadłam na łóżku wyczekując od niego wyjaśnień. Ten natomiast lekko zdenerwowany, zaczął krążyć po pokoju.
– Okey, a więc... – Złożył dłonie i przełknął głośno ślinę. Czego on się boi? – Tamtą blondynkę, którą widziałaś, to była moja przyrodnia siostra. Tata zdradził moją mamę, i to spory czas temu, bo Rydel, tak ma na imię moja przyrodnia siostra, jest starsza ode mnie o 3 lata. I własnie dzisiaj rano do mnie napisała. Nie wiem skąd ma mój numer i jak się tu znalazła, bo nigdy jej nie widziałem, ale po prostu chciałem się dowiedzieć czy to prawda...
I wtem zapadła cisza. Wpatrywałam się w blondyna, który siedział na przeciw mnie przy biurku, ze spuszczoną głową.
– I to jest ta wielka tajemnica? Dlaczego to przede mną ukryłeś? – Zapytałam po chwili.
Poniósł na mnie wzrok i westchnął ciężko.
– Bo jest mi wstyd – Powiedział i znowu spuścił głowę. – Jest mi wstyd za mojego ojca. Co byś zrobiła, kiedy Twój tata okłamywałby Ciebie i Twoją mamę przez paręnaście lat? On sam nawet nie wiedział, że ma córkę z inną, bo nigdy więcej nie miał kontaktu z mamą Rydel. Jak to powiedział mój tata, do jej mamy "to był impuls" i tak zakończyła się ich znajomość.
– Ross. Ale jestem Twoją dziewczyną, powinieneś mi powiedzieć. Widzisz do czego to doprowadziło? Gdybym sama wierzyła aż tak bardzo w to, że mnie "zdradziłeś", już byś mnie więcej nie zobaczył – Wstałam i podeszłam do niego – Obiecaj mi, że już zawsze będziesz mówił mi prawdę.
Chłopak wstał i mnie przytulił, a do ucha wyszeptał:
– Obiecuję.

*Oczami Rossa*
No i co? Wybrnąłem? Wybrnąłem. Tak naprawdę to nie jest żadna moja siostra. Wymyśliłem to na poczekaniu. Ta dziewczyna, z którą widziała mnie Laura, to moja była. Tak, wiem co sobie myślicie... Że zdradzam Lau. Ale tak wcale nie jest! Ta idiotka, Hannah, jest ostro szurnięta. Nadal uważa, że możemy być razem. No cholera, przespałem się z nią raz i na tym się skończyło, a ona od tamtego czasu CIĄGLE do mnie wydzwania. Dzisiaj rano napisała, że ma sprawę związaną z Laurą. Na początku, ok, nie wiem skąd wie, że mam dziewczynę, ale poszedłem na spotkanie. A ona mi mówi, że jeżeli nie będę się z nią spotykać, to zrobi coś Laurze. Wtedy to już ostro się przeraziłem, bo pamiętam, jak chodziłem z taką jedną, Amy się nazywała, to o mały włos jej pod samochód nie wepchnęła.
No i oczywiście, powiedziałem, że kocham Lau i jeśli by jej coś zrobiła, to bym za siebie nie ręczył. Może i jestem chłopakiem, ale co ja jej zrobię? Nic nie zrobię, bo to dziewczyna. Mógłbym wezwać policję, ale po cholerę, jak mnie też zgarną za te dawne kradzieże i tak dalej.
Więc postanowiłem, że będę się z nią spotykać, ale żeby Lau się o niczym nie dowiedziała. Nie wiem jak ja to zrobię. Nie chcę jej mówić, że ktoś jej zagraża, bo potem będzie się bała. Kompletnie nie mam pojęcia co robić. Boję się, że brunetka będzie chciała się spotkać z moją "siostrą". Co wtedy zrobię? Nie wiem. Coś wymyślę, przecież każdy mi mówi, że jestem świetnym aktorem.
Zeszliśmy na dół na kolację. Mamy nie było. Ciekawe kiedy wyszła...
– Na co masz ochotę? – Zapytała brunetka, zaglądając do lodówki.
– A co jest? – Odpowiedziałem pytaniem, na pytanie.
– Yyy... Jajka – Parsknąłem śmiechem po jej wypowiedzi – No co?
– Nie, nic, nic – Uśmiechnąłem się – Obejrzymy coś?
– Okay! – Krzyknęła i pobiegła szybko do salonu.
– Zrobię popcorn, a ty wybierz film! Tylko proszę, nie wybieraj jakichś romansideł! – Burknąłem, wkładając popcorn do mikrofali.
Nie uzyskałem odpowiedzi. Wyjąłem szybko zrobiony popcorn i wsypałem do miski. Ruszyłem natychmiast do salonu, siadając na kanapie. Dziewczyna nadal siedziała przy półce z płytami i jedną po drugiej odrzucała.
– Szukasz jakiegoś konkretnego, prawda?
– Tak i boje się, że Twoja mama go nie ma... – Westchnęła, nadal wyjmując płyty i sprawdzając tytuł każdej z nich – Mam! – Krzyknęła i włączyła płytę.
Usiadła wygodnie a film się rozpoczął. Czekałem, aż w końcu pojawi się tytuł, kiedy nagle zadzwonił mój telefon. Spojrzałem na wyświetlacz.
– Kto to? – Zapytała patrząc na telefon.
– Nikt – Powiedziałem i szybko go odłożyłem.
Hannah dzwoniła. Cholera. Już dwa razy się z nią widziałem, nie może już sobie darować?
Na ekranie telewizora pojawił się napis "GWIAZD NASZYCH WINA". I w tym momencie spojrzałem na Lau poirytowanym wzrokiem.
– No co? To jest dramat – Powiedziała, nie rozumiejąc mojego wzroku.
– Ale ROMANS – Odparłem oburzony.
– Hej, to jest wspaniały film, nie czepiaj się! – I wtem znowu usłyszałem dźwięk telefonu.
– Odbiorę – Powiedziałem wstając i odbierając komórkę – Halo?
– No hej kotku! – Usłyszałem głośny pisk dziewczyny.
Poszedłem na zewnątrz i obejrzałem się, czy nie idzie za mną Laura.
– Hannah, proszę Cię! Czego jeszcze chcesz? – Zapytałem idąc w stronę ławki.
– No jak to co? Ciebie! Chodź do mnie!!! Nudzi mi się...
– Nie. Byłem już u Ciebie dwa razy, wystarczy, okay?! – Krzyknąłem zdenerwowany.
– Co proszę? Ty nie chcesz do mnie przyjść? Czy ja się przesłyszałam? – Pytała jak jakaś idiotka.
– Nie, nie przesłyszałaś się! Przyjdę jutro, dzisiaj daj mi już spokój – Chciałem się już rozłączać, kiedy usłyszałem imię mojej dziewczyny – Co powiedziałaś? – Zapytałem szybko.
– Powiedziałam, że: jeżeli w tej chwili nie przyjdziesz, pożegnasz się ze swoją dziewczyną. Słuchaj. Mam kolegę, który jest mi winien sporą przysługę za uratowanie tyłka, więc on w każdej chwili może do mnie wpaść i ja mu wszystko powiem o tej Twojej Laurze – Powiedziała, śmiejąc się – To jak? Wpadniesz?
– Idę – Odparłem cicho i się rozłączyłem – Cholera – Szepnąłem, po czym wszedłem do domu.
Pojawiłem się w salonie, drapiąc się w kark.
– O jesteś! Chodź, szybko, bo chcę go obejrzeć! – Uśmiechnęła się, robiąc mi miejsce na kanapie.
– Eh... Słuchaj Lau, Ha... Rydel do mnie dzwoniła i prosiła, żebym do niej wpadł. Nie obrazisz się, jeśli teraz pójdę? – Zapytałem z nadzieją.
– No trudno. To pozdrów siostrę ode mnie! – Wyszczerzyła się.
– Okay, będę za jakąś godzinkę... Pa – Powiedziałem i wybiegłem z domu.
Nienawidzę jej okłamywać. A mam inny wybór?

*Oczami Laury*
A tak chciałam obejrzeć ten film z Rossem! No trudno się mówi. Przecież nie może odmówić swojej siostrze, prawda? Ciekawe czy jest fajna? Oh, mam pomysł! Pójdę do nich teraz! Ciekawe, czy Ross jej o mnie mówił. Haha, ale się zdziwią jak mnie zobaczą. Wyłączyłam telewizor i poszłam ubrać buty. Zamknęłam dom na klucz i ruszyłam do tamtego domu, do którego wtedy poszedł blondyn.
Kilka minut, już stałam przed jej domem. Weszłam po schodach, wzięłam dwa wdechy i zadzwoniłam dzwonkiem. Ale Ross będzie miał minę, jak mnie zobaczy!
_______________________________________________
Witam! <5 Jest rozdzialik, ale z tygodniowym opóźnieniem :C
Wiem, miałam dodać jeszcze przed rozpoczęciem, ale jakoś nie miałam czasu.
Jak tam pierwszy tydzień w szkole?! :D Ja mam taki zaciesz, bo jestem w 2 gim.,
i już nie jestem najmłodsza, hahahaha <5 Ale i tak, wakacje się skończyły,
a ja mam już prace domowe i projekt -,- Yhhh...
Dziękuję wam za ponad 60 tysięcy wyświetleń! ♥ Jestem taka szczęśliwa, 
że podobają wam się te moje bzdury <5 A co do rozdziału, to...
oceńcie sami, bo moim zdaniem jest tandetny :)
Ale się rozkręciłam :D Dziękuję, za wszystkie miłe, pouczające i szczere komentarze! ♥
Pozdrawiam
~ Willk

czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 26

*Oczami Laury*
Nie mogłam uwierzyć. Usunął wszystkie wiadomości ze skrzynki! Ale dlaczego? Czyżby się bał, że odkryję prawdę? On nie rozumie, że coraz bardziej pogarsza sytuację? Zaczynam coraz bardziej mu nie ufać. I chyba nie ma w tym nic złego. Każdy zachowałby się tak na moim miejscu. No i skąd mam wiedzieć, gdzie był dzisiaj rano. Może Hugo będzie coś wiedział? W końcu to jego przyjaciel, chyba powinien coś wiedzieć.
Odłożyłam komórkę na miejsce i podeszłam do stołu, a w tym samym czasie do kuchni wszedł mokry blondyn, z ręcznikiem obwiązanym w dolnej części ciała. Chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego.
– Nadal się na mnie gniewasz? – Zapytał, jakby to było coś złego.
Odwróciłam się w jego stronę.
– Nie no, skądże znowu! Mam się gniewać na kogoś kto mnie okłamuje i nie ma zamiaru powiedzieć mi prawdy? – Odparłam z wyczuwalną ironią w głosie.
– Oh, no proszę Cię! Mogę mieć swoje tajemnice, prawda? – No jasne, pyta jakby moje zdanie było brane pod uwagę.
– Ale nie wiem czy pamiętasz, jesteśmy razem. A w związku nie ma żadnych tajemnic – Powiedziałam zakładając ręce.
– A Ty przede mną ukrywałaś wyjazd! – Krzyknął, machając rękami.
– Wtedy nie byliśmy razem i nie miałam obowiązku mówić Ci o tym wyjeździe.
– No jasne. Czyli co, mam z Tobą zerwać, żebym nie musiał Ci o tym mówić?
Przez chwilę patrzałam na niego, nie wiedząc co odpowiedzieć. Z jednej strony to logiczne, jeśli nie chce mi o tym mówić, ale z drugiej ma zamiar ze mną zerwać, przez jakąś głupią tajemnicę?
– Może powinieneś – Co ja powiedziałam?
Na następny raz, ugryzę się 40 razy w język, może poskutkuje. No, a teraz decyzja należy do kogoś, kto nie chce wyznać mi tajemnicy i lepiej byłoby dla niego, jeśliby ze mną zerwał. Czasami się zastanawiam, czy ja nie mam za długiego języka...
– Okay – Odparł w końcu.
– Okay – Odpowiedziałam mu tym samym, po czym wyszłam z pomieszczenia.
Spodziewałam się czegoś innego, a nie jakiegoś durnego "okay". Ruszyłam do jego pokoju, aby zabrać swoje rzeczy. Nie za bardzo wiem, gdzie się teraz podzieję, ale nie mam zamiaru zostać w tym domu ani chwili dłużej. Przynajmniej on jest szczęśliwy, bo zwolnił się z obowiązku mówienia mi prawy. W zasadzie to my zerwaliśmy, czy nie? Bo powiedzenie durnego słowa, potwierdzającego, że powinien ze mną zerwać jest trochę słabe. W zasadzie to czuję się, jakby go to nie obchodziło. Ale to oczywiście wszystko, przez mój długi język. Oczywiście nie mogłam się powstrzymać. Zaczęłam chować swoje rzeczy do walizki, gdy znowu niespodziewanie pojawił się Ross w pomieszczeniu.
– Co robisz? – Jego inteligencja mnie rozbawia.
– Pakuję się, nie widać? – Odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
– Aha.
No przecież. Człowieka nie stać na nic więcej, tylko na jakieś słabe "aha". Co to w ogóle ma znaczyć? Dla mnie to jest coś typu "mam Cię w dupie". Więc skoro mówi "aha", to po co wcześniej mnie pyta co robię, jak i tak ma to gdzieś. A poza tym, widzi co robię, więc nie rozumiem co miało znaczyć to pytanie.
– Dobra, Laura, daj spokój – Zabrał mi z ręki poskładaną koszulkę, którą miałam zamiar włożyć do walizki.
– Nie wiem czy wiesz, ale kilka minut temu powiedziałeś mi, że ze mną zrywasz – Odebrałam mu koszulkę i włożyłam do walizki.
– "Okay", wcale nie musi oznaczać "zrywam z Tobą" – Wyjął tą koszulkę z powrotem.
– Tylko, że ja powiedziałam, że powinieneś to zrobić, a Ty na to "Okay", więc to chyba wystarczyło – Ponownie odebrałam mu moje ubranie.
– No tak, bo to akurat musiało oznaczać odpowiedź. Dlaczego musisz wiedzieć, gdzie rano byłem? – Zapytał, zmieniając temat tej durnej rozmowy, która nie miałaby końca.
– Bo tak – Odparłam krótko.
– No, naprawdę niezły argument – Prychnął.
– Bo się o Ciebie martwię? Bo nie chcę, abyś miał przede mną tajemnice? Bo Cię kocham? – No to teraz ma argumentów.
– A jak Ci powiem, że to nie zagraża mojemu życiu, to nie będziesz nalegać? – Zapytał, uśmiechając się uroczo.
– A skąd będę miała pewność, że mówisz prawdę? – Odwzajemniłam jego gest.
– Bo mi ufasz i mnie kochasz? – Zaśmiałam się na jego słowa – To jak? Przytulas, całus i wszystko okay? – Rozłożył ręce.
– Jesteś mokry – Powiedziałam, odsuwając się od niego o krok.
– Trudno – Przybliżył się do mnie i objął mnie bardzo mocno.
No, mimo, że mokry, to gorący. Zarzuciłam mu ręce na szyję i wtuliłam się w jego nagi tors. Myśli, że wygrał? Że nie obchodzi mnie, gdzie był? No to się zdziwi. Jeżeli chodzi o to, czy mu ufam... Tak, ufam. Ale mogę się mylić. Może i to, po co był gdzieś tam rano, nie zagraża jego życiu, ale to nie znaczy, że mnie to nie obchodzi.
Odsunęliśmy się od siebie, a blondyn musnął lekko moje usta.
– Pozwolisz teraz, że przebiorę się w jakieś suche ciuchy? – Zapytałam, odsuwając się od niego.
– Naprawdę nie musisz – Uśmiechnął się szelmowsko.
Spojrzałam na swoją białą sukienkę, która teraz prześwitywała i było widać mój zielony, neonowy stanik. Dlaczego włożyłam zielony? Westchnęłam ciężko i wskazałam głową na drzwi. Blondyn przewrócił teatralnie oczami i wyszedł z pokoju.
Swoją drogą, to my jesteśmy w końcu razem? Sama za nami nie nadążam. Przebrałam się szybko w koszulkę na ramiączkach i luźne spodenki, po czym wyszłam z pokoju. Chłopak odskoczył od drzwi.
– Podglądałeś?! – Oburzyłam się. Blondyn stał cicho – No wiesz? Byłam prawie naga!
– No własnie, prawie. Poza tym jak chodzisz na plażę, to też jesteś półnaga – Wzruszył ramionami.
Dmuchnęłam w swoje włosy, które opadały na moją twarz. Poddaję się. Nad tym człowiekiem nie zapanuję.
– A Ty będziesz paradować tak w samym ręczniku po domu? – Podniosłam brwi.
– A co? Wolisz bez? – Chwycił za ręcznik.
– Nie! – Odwróciłam głowę drugą stronę.
Przepraszam, ale moim zdaniem jestem jeszcze za młoda na takie widoki. Chociaż mam za niedługo 18 lat, to chyba nie taka młoda. Ale jednak nie jestem gotowa widzieć jego przyjaciela. Jeszcze nie teraz. Znaczy... Bo ja już z nim to robiłam, ale szczerze mówiąc byłam nieświadoma i już nic nie pamiętam.
– Dobra, spokojnie, żartowałem – Zachichotał cicho – Ale przecież już mnie tak widziałaś.
– Wiesz, niby tak, ale i tak nic nie pamiętam. Poza tym ta noc nie byłaby miłym wspomnieniem, więc nawet nie zaliczam jej do tego, że to się wydarzyło – Powiedziałam schodząc po schodach na dół.
– Czyli krótko mówiąc... Udajesz, że to się nie wydarzyło? – Zapytał idąc za mną.
– Nie wiem czy Ty byś chciał pamiętać noc, w której zostałeś wykorzystany – Weszłam do kuchni i nalałam sobie soku do szklanki.
– Ale nie jesteś za to na mnie zła? Byłem jeszcze dzieciakiem – Odparł i stanął naprzeciwko mnie.
– Ty wiesz, że to było niecałe 2 miesiące temu? – Upiłam łyk napoju.
– "Dzieckiem" w sensie, że człowiekiem, który niczym się nie przejmował i nie zważał na uczucia innych – Sprostował, chociaż ja i tak wiedziałam wcześniej o co mu chodziło z tym "dzieckiem".
– Dobra, nie ważne – Odstawiłam szklankę do zlewu.
– Chociaż szczerze mówiąc, byłaś niesamowita – Powiedział, wracając znowu do tematu.
– Ta, dzięki – Prychnęłam – Słuchaj, muszę iść zadzwonić do Monic.
– No okay, ja się pójdę ubrać – Uśmiechnął się.
– No nareszcie – Zaśmiałam się i ze swoim telefonem wyszłam na taras.
O cholera, 7 nieodebranych wiadomości od Monic. Wybrałam do niej numer i wcisnęłam zielona słuchawkę. Odebrała po czterech sygnałach.
– No nareszcie! Jak tam z Rossem? – Zapytała za starcie.
– Hej, u mnie dobrze, a jak u Ciebie? – Odparłam, na niezadane przez nią pytanie.
– Oj, no przepraszam. Po prostu się denerwuję...
– Nie no okay, ale przywitać to byś się mogła – Usiadłam na schodach.
– No przepraszam, no! Hej!
– No, a wracając do Twojego pierwszego pytania, wciąż mnie okłamuje. Nawet ze sobą zerwaliśmy, a później znowu ze sobą byliśmy.
– Nie rymuj tak. Wiesz, że tego nie lubię.
– Kurde no! Ja Ci tu o poważnych sprawach!
– A sprawdzałaś jego komórkę?
– No chyba nie jestem na tyle głupia, żeby najważniejszej rzeczy nie sprawdzić!
– Dobra, no i co, dowiedziałaś się czegoś?
– No właśnie problem w tym, że... – Nagle usłyszałam jak tarasowe drzwi się otwierają.
– Laura, ja muszę wyjść na chwilę – Odwróciłam się w stronę blondyna.
– Znowu? A mogę chociaż wiedzieć gdzie? – Próbowałam, aby mi chociaż mniej więcej powiedział gdzie idzie.
– Lau... – Zaczął, dając mi do zrozumienia, że i tak się nie dowiem.
– No dobra! Idź już – Powiedziałam, a chłopak jak na komendę zniknął.
– Znowu gdzieś idzie? – Zapytała do komórki dziewczyna.
– Taa... – Westchnęłam.
– To idź za nim – No i wtedy szybko pożegnałam się z dziewczyną i ruszyłam za chłopakiem, wcześniej ubierając trampki.
Zamknęłam dom i podążałam za Rossem najciszej jak potrafiłam. W zasadzie, to nie bardzo lubię kogoś śledzić. Gorzej by było, gdyby się dowiedział, że za nim idę. Chłopak doszedł do jakiegoś domu i zadzwonił dzwonkiem. Po chwili ujrzałam jak z drzwi wyłania się... jakaś dziewczyna! Ross zaczął się rozglądać, tak, jakby bał się, że ktoś go zobaczy, po czym wszedł do środka. Teraz czułam jakby w moim sercu znalazł się nóż. On mnie zdradza!
Z płaczem wróciłam do domu pani Stormie. Akurat kobieta wychodziła z auta.
– Laura? – Zapytała, widząc jak biegnę do drzwi i wbiegam pędem do środka.
Miałam rację. Lepiej było mu nie ufać! On jest pewnie ze mną tylko z litości! Bo wie, że nie mam się gdzie podziać. Nie mogę uwierzyć, że mnie okłamał. Zaufałam mu. Moi "rodzice" mieli rację! Po co ja w ogóle się z nim zdawałam? Teraz jeszcze bardziej cierpię.
Wpadłam do kuchni i zaczęłam chodzić w kółko zapłakana. Usłyszałam kroki z tyłu. Odwróciłam się, a mnie ukazała się pani Lynch. Podbiegłam do niej i przytuliłam ją szybko. Płakałam jej w ramię, nie mogąc złapać oddechu.
– Kochanie, co się stało? – Zapytała łagodnie kobieta.
– Ross, on... – Łkałam, nie mogąc wypowiedzieć słowa.
– Co się stało? – Powtórzyła przestraszona.
– On mnie zdradził – Szepnęłam, wtulając się jeszcze mocniej.
– Widziałaś to na własne oczy? – Spytała, wpatrując się w moją mokrą twarz.
– Znaczy... On przyszedł do jakiejś dziewczyny i ona... go pocałowała, a on... wszedł później do jej domu i... – Nie mówiłam dalej.
Nie mogłam. To tak bardzo mnie bolało. Kobieta zaprowadziła mnie na kanapę do salonu.
– Tak mi przykro – Dotknęła mojego policzka – Czasem zdrada coś kończy… rozpada się jedność jak upuszczone szkło. Nie da się poskładać do kupy zdradzonego szczęścia. Nigdy już nie będzie tak samo, żal pozostanie na zawsze, jak wbity w serce nóż a wspomnienia powrócą przy każdej sprzeczce. Dlatego trzeba wybaczyć i odejść… na zawsze.
Podniosłam na nią wzrok.
– Czyli... Mam go zostawić. I już nigdy nie wracać? – Upewniłam się, czy zrozumiałam.
– A czy będziesz umiała mu wybaczyć? – Zapytała, uśmiechając się lekko.
– Ja... Nie... Wiem... – Spuściłam głowę.
– No właśnie. Nie da się żyć z osobą, kiedy masz świadomość, że Cię zdradziła – Dotknęła mojego ramienia i wtem w salonie pojawił się Ross.
_________________________________________
Kolejny rozdzialik. Może nie jest jakiś tam rewelacyjny, ale się starałam :)
Czytałam sobie wasze komentarze i większość pisze o tym, żeby nie odchodziła.
Kochani, ja nie odchodzę! :) Ja po prostu kończę TĘ historię.
Od samego początku miałam zaplanowaną jak się skończy i nie potrafię jej przedłużyć.
Mam przecież drugiego bloga :) Tam dodam rozdział, jak skończę tę historię, żeby nie było, że tamtego zaniedbuję.
Skończę tego, będę pisać tam :))
Pozdrawiam
~ Willk